|
BARF - dieta malamuta
Marta Lorentz
www.ajutkowo.dog.pl

EKSTREMIZM
CZY NATURA?
W ostatnich latach
wiele mówi się o powrocie do natury, będącej źródłem życia i
zdrowia, zarówno w sferze sposobu życia jak i odżywiania się.
Dotyczy to również sposobu żywienia naszych braci mniejszych, co
zaowocowało wzmożonym zainteresowaniem dietami typu barf/surowymi.
Jako ze stosuje te dietę z powodzeniem już od kilku lat, postaram
się przybliżyć jej zasady, ideologie i rezultaty.
Zasadniczo, za
początek zainteresowania dietami z nurtu barf uznaje się wczesne
lata dziewięćdziesiąte, kiedy to australijski lekarz weterynarii, dr
Ian Billinghurst opublikował swoja książkę "Give your dog a bone"
(Daj kość swemu psu). Książka ta wywołała wielkie poruszenie w
gronie weterynarzy i hodowców. W owej pozycji Billinghurst zawarł
podstawowe zasady i idee diety tzw. ewolucyjnej lub tez B.A.R.F.
(który to skrót pochodzi od Biologically Appropriate Raw food czyli
biologicznie właściwe surowe pożywienie).
Biorąc pod uwagę,
ze dieta ewolucyjna odwołuje się do zamierzchłych czasów, nie należy
twierdzić, ze dr Billinghurst jest jej twórcą, jest jedynie
pierwszym lekarzem, który dietę tą oficjalnie nazwał i sprowadził w
pewne ramy opatrzone przesłaniem ideologicznym.
Niestety, w opinii
wielu ludzi, osoby stosujące te dietę to ekstremiści. Tak się jednak
składa, ze tylko niektórzy stosują się stricte do zasad głoszonych w
książkach Billinghursta. W diecie ewolucyjnej panuje zdecydowany
pluralizm, dostosowujemy dietę do psa a nie psa do diety.
Informacje zawarte
poniżej są skrótem wiedzy zawartej w książkach doktora Billinghursta
oraz zgromadzonej przeze mnie przez lata stosowania tej diety.
Przede wszystkim jednak są to fakty wypływające ze zdrowego
rozsądku.
Pierwszą ideą,
kluczową dla barfu jest to, że pies jest doskonałym mechanizmem
stworzonym przez lata ewolucji i przystosowywania się do
określonego, najlepszego dla tego gatunku, rodzaju pożywienia. Pies
potrzebuje takiej diety, do jakiej jest biologicznie i
fizjologicznie przystosowany. Dlatego też, dieta współczesnego psa
powinna jak najbardziej upodabniać się do diety jego przodków,
powiedzmy wilków. Oczywiście dyskusyjne jest czy pies pochodzi od
wilka, ale kwestie te pozostawiam bez komentarza. Chodzi o to, ze
przewód pokarmowy psa nie uległ ewolucyjnym zmianom (jak np. u
człowieka), i jest identyczny jak u jego dzikich kuzynów. To jest
nasz punkt wyjścia.
Wobec powyższego,
im bardziej dieta psa rożni się od idealnej, przewidzianej dla jego
gatunku diety, tym więcej chorób i dysfunkcji będzie się pojawiać.
Według Billinghursta, winą za bardzo wiele współczesnych chorób i
problemów z naszymi psami możemy obarczać właśnie dietę, a nie
genetykę.
Czymże więc żywią
się wilki? Jedzą takie frykasy jak surowe męsko, surowe kości, a
wiec surowe szczątki zdobyczy włączając w to skóre, pióra czy
cokolwiek stanowi jej okrywę. Oko, ucho, pazurki, ogon. Czasem
trochę treści żołądkowej, organy wewnętrzne. Tak powinna wyglądać
dieta psa i tak w skrócie wygląda dieta barf. Wszystko ma być
surowe.
Czego na pewno
wilki nie jedzą? Mięsa poddanego obróbce cieplnej, ekstrudowanego w
niebotycznych temperaturach i pod straszliwym ciśnieniem, zbóż,
chemicznych środków konserwujących, antyutleniaczy i całej masy
chemikaliów które znajdują się w każdej paczce z napisem:
pełnowartościowy pokarm dla Twojego psa. Nie jedzą suchej karmy.
Według niektórych
żywieniowców sucha karma, przez wysoka zawartość węglowodanów
pochodzenia roślinnego niepotrzebnie obciąża system trawienny psa,
nie będącego przystosowanym do trawienia skrobi czy generalnie
treści roślinnych. Owszem, pies produkuje pewne ilości enzymów
rozkładających zboża, ale są one niewystarczające do ich właściwego
wykorzystania. Dlatego też, nawet mając karmę wysokobiałkową, w
której procent białka z mięsa jest powiedzmy niewielki, nie wiemy
tak naprawdę, ile białka nasz pies będzie w stanie przyswoić. Co
więcej, duża ilość węglowodanów zawartych w karmach powoduje
nadmierne obciążanie organów odpowiedzialnych za produkcje owych
enzymów trawiennych. A ile może wytrzymać nadmiernie obciążany
organ? Oczywiście to kwestia osobnicza. Ale wiele jest psów,
zwłaszcza z problemami trzustkowymi, których jedyną nadzieją była
dieta ewolucyjna, które to ona właśnie uratowała przed uśpieniem.
Mamy wiec
zidentyfikowanego wroga numer jeden. Cóż więc dalej?
Po pierwsze,
należy dokładnie zapoznać się z zasadami diety ewolucyjnej. Wiedza
jest podstawą do prawidłowego żywienia Twojego psa. Nie chodzi
jednak o to, by uzyskać dyplom z zakresu żywienia, ale przecież
nawet weterynarze na studiach, z żywienia maja zaledwie kilka, może
kilkanaście godzin wykładów.
Skoro już znamy
podstawowa idee diety ewolucyjnej, należałoby przyjrzeć się diecie
wilków i na jej podstawie skomponować pożywienie naszego pupila.
Mimo wszystko będzie to rzecz dość prosta, pod warunkiem, ze
zachowamy odpowiednie proporcje.
Według
Billinghursta, psia dieta powinna składać się z surowych mięsnych
kości (raw meaty bones, skrót RMB), podrobów (organy wewnętrzne
oprócz żołądka i serca bo te traktowane są jako mięśnie) warzyw oraz
mięsaz mięśni (plus żołądek i serca które to zaliczamy to mięsni). I
oczywiście dodatków jeżeli decydujemy się takowe podawać.
Billinghurst jest ich zwolennikiem, inni autorzy niekoniecznie.
Generalnie rzecz
biorąc, w diecie barf istnieją dwa ogólne trendy: zwolennicy wersji
Billinghursta postulują, iż pies jest wszystkożerny wiec potrzebuje
pewnej dawki warzyw, jak również owoców, nabiału itp. Zwolennicy
wersji Lonsdale’a mówią o tym, iż pies jest zasadniczo mięsożerny
wiec takie dodatki nie są potrzebne. Osobiście przyznam, ze
generalnie stosuję zmodyfikowaną wersję barfu Billinghursta, a w
momentach, kiedy nie mam czasu lub możliwości (wyjazdy itp.) na
przygotowanie warzyw, przestawiam psa na wersje Lonsdale’a. Psu
zdecydowanie bardziej podoba się ta druga wersja.
Wiemy już co
możemy podawać naszym psiakom, teraz pytanie ile. Dieta dorosłego
psa powinna (wg Billinghursta) składać się z mięsnych kości (60%),
mixu warzywnego (20%) oraz podrobów i mięsa (po 10 %). Oczywiście
ilości te są jedynie orientacyjne, należy się jednak trzymać tego,
ze przeważająca potrawa naszego pupila maja być mięsne kości (do
75%). Do przygotowanego pokarmu możemy dodawać różne dodatki ale o
nich później.
Jeżeli chodzi o
ilość (tzn. ile dokładnie pokarmu powinien dostawać nasz pies) to
przyjmuje się wagowo 1 - 3 % wagi ciała. Czyli jeżeli nasz pies wazy
10 kg to dziennie dostaje od 10 do 30 dkg jedzenia z czego 60 % to
kości mięsne, 20 % warzywa itd. Zapytacie pewnie: jak to możliwe ze
dozwolony jest aż taki rozrzut (od 1 do 3 procent) ale wynika to z
różnorodności występującej w psim gatunku. ZAWSZE dostosowujemy
ilość jedzenia do aktualnej kondycji psa. Jeżeli mamy psa o wolnym
metabolizmie np. psy północy, szpice lub tez psa z nadwaga to ilość
pokarmu będzie bliższa temu jednemu procentowi, jeżeli zaś psa
pracującego, żywiołowego, pilnującego obejścia to raczej damy mu
około 3 procent. Chodzi o to, żeby pies ani nie chudł ani nie tył.
Jeżeli widzimy ze pies chudnie, to zwiększamy ilość całkowitą
pokarmu, jeśli tyje to zmniejszamy. Proste.
SKŁADNIKI
Pierwszym,
podstawowym składnikiem dobrze skomponowanej diety psa musi być to,
bez czego żaden organizm żywy na naszej planecie żyć nie może: woda.
Woda musi być czysta, świeża, i najlepiej nie kranowa tylko
niskozmineralizowana lub przegotowana. Pies często wcale nie pije a
np. tylko przepłukuje sobie pysk, więc wodę należy często zmieniać.
Przy podawaniu
surowizny pies generalnie pije dużo mniej, bo przecież pożywienie
surowe ma wodę w sobie, ponadto surowizna nie pęcznieje w żołądku i
nie wchłania wody. Więc często przy przejściu na tą dietę
obserwujemy zmniejszenie podaży wody. Jeśli mamy psa, który ze
względu na specyfikę swojej choroby potrzebuje zwiększonej ilości
wody, możemy oczywiście podawać jej więcej do posiłku warzywnego lub
do zwykłej wody pitnej dodawać odrobinę miodu czy innej ulubionej
przez psa substancji. W przypadku mojej suki jest to mleko, którego
generalnie nie polecam gdyż wiele psów go nie trawi. Pomaga też
dodatek niektórych suplementów np. marchew firmy Bewi Dog powoduje
znaczny wzrost pragnienia psa.
Drugim, a
kluczowym w diecie barf składnikiem są surowe mięsne kości. Mięsne
kości (tzw. RMB czyli Raw Meaty Bones) to takie części zdobyczy,
które są pół na pół z mięsem. Chodzi o to, ażeby dostarczyć psu
ogromu substancji mineralnych w które bogate są kości, zaś nie
spowodować zbytniego stwardnienia odchodów.
Jako najlepsze
źródło RMB uznaje się szyje (kurze, gęsie, indycze itp.)
dostarczające ogromu doskonałej jakości minerałów, jak również
protein. Jako źródło rmb można również stosować żeberka, kości
pokrzepowe, korpusy drobiowe, skrzydełka, ogony. Nie należy jedynie
podawać kości z nóg zwierząt jako źródło rmb, gdyż mają one zupełnie
inną strukturę molekularną i nie ulegają trawieniu tak jak inne
kości. Należy pilnować, aby pies jedynie obgryzł główki z
dobroczynnych powierzchni stawowych, i nie jadł kości długiej, gdyż
może to grozić złamaniem zębów. Moja suka tak złamała trzonowca,
lata zanim zaczęłyśmy dietę barf. Zaś na samej diecie barf jak dotąd
żadnych zębowych problemów.
Można by zapytać o
bezpieczeństwo podawania surowych kości i tutaj należy przestrzec
tylko przed podawaniem kości poddanych obróbce termicznej. Kość
świeża, surowa jest przez psy bez problemu trawiona. Jeżeli mamy psa
u którego występują problemy z trawieniem i podejrzewamy że może
mieć problemy ze strawieniem kości lub też zdarzają się wymioty
niestrawionymi kośćmi, należy rozważyć podawanie niewielkich ilości
jogurtu przed podaniem kości. Najczęściej jednak nie trzeba psa
uczyć trawienia zdobyczy, którą to żywili się jego przodkowie przez
tysiące lat.
Kości podajemy psu
rano, i raczej staramy się aby jadł je w naszej obecności. Jeżeli
pies ma problemy z przestawieniem się na jedzenie surowych kości,
można je minimalnie przelać gorącą wodą lub posmarować czymś co pies
lubi np. olejem czosnkowym lub miodem.
ZMIANY
Co możemy zauważyć
przy diecie barf?? Jakie zmiany? Pisząc z własnego doświadczenia,
jak również z doświadczeń osób stosujących tę dietę wysnuwam
następujące wnioski:
-
zdecydowanie
mniej problemów z kamieniem nazębnym (naturalnie kości rmb jako
że są miękkie, czyszczą zębiska)
-
dużo mniejsze,
mniej smrodliwe odchody (co ma duże znaczenie dla tych, którzy
muszą je zbierać)
-
pies ma wiele
więcej energii
-
bardzo często
znikają dolegliwości (zatkane gruczoły okołoodbytowe, problemy z
sierścią, trzustką iinn.)
BARF DLA
MALAMUTA
Malamut w naturze
jadł przede wszystkim ryby. A jeżeli nie ryby to powiedzmy mięso
focze albo karibu, ewentualnie ptactwo które by sobie upolował.
I teraz pytanie:
skoro juz wiemy co malamut by jadł, to co z tego wynika? Parę
rzeczy. Po pierwsze: niektórych składników pokarmowych w naszych
warunkach malamuty nie dostają wraz z żadnym pokarmem (kwestia
zubożenia gleby lub po prostu niedostępności składników prawdziwej
malamuciej diety itp) musimy więc ich dostarczać sami.
Myślałam kiedyś
nad tym co taki prawdziwy malamut jadłby przy okazji ryb czy
generalnie ich resztek, które by mu się dostały. I doszłam do
jednego wniosku: KELP, czy tez algi morskie. Ale cóż na niby z tego
wynika? Parę detali. Wiecie, ze psy północy miewają tendencje do
problemów z cynkiem? Objawia się im to różnymi kłopotami z sierścią,
łysieniem na pysiu, drapaniem, wypadaniem futra. Wini się za to
nieprzyswajanie cynku, którego metabolizm jest u psów północy inny
niż u innych ras. W zasadzie dlaczego miałby być inny? Przecież to
tez w końcu są psy, prawda? Prawda. Ale to są inne psy. Mysle, ze
przez wieki egzystowania w warunkach polarnych, wieki karmienia w
określony sposób, wytworzyły pewne mechanizmy przystosowawcze
predysponujace do stuprocentowego wykorzystania dostępnego im
pokarmu. Co za tym idzie, w pewnym sensie ta specjalizacja
spowodowała ich uzależnienie się od dostępności niektórych
składników odżywczych a w zasadzie nawet konkretnych ich form.
Chodzi mi tu konkretnie o tzw. chelaty, czyli białkowe związki
mineralne. Taka forma pośrednia miedzy "nieżywym" minerałem a żywą
formą jak białko. Otóż według mojej teorii malamuty nie potrafią
efektywnie przyswajać niektórych minerałów w nieorganicznej formie.
Ładnie, ale skąd niby w naturze wzięłyby się chelatowe związki?
Proste: z ryb a konkretniej z ich pokarmu czyli glonów morskich.
Czyli alg. Podawanie więc malamutowi kelpu nie zaszkodzi a może
wiele pomóc. Poza tym, być może te problemy z przyswajaniem
przyczyniają się do występującej często u psów zaprzęgowych
niedoczynności tarczycy. Może i jod musi być dla nich w chelatach?
Jeśli więc podejrzewamy naszego psa o problemy z tarczyca (lub ma
wolniejszy metabolizm np. po sterylizacji) to kelp może pomóc.
Miłym skutkiem
ubocznym stosowania kelpu jest znacznie mocniejsza pigmentacja
futra, czasem generalny przyrost sierści, jest on również pomocny w
odchudzaniu (dzięki zawartości jodu). Nie polecam długotrwałego
podawania za dużych dawek, bo jak ze wszystkim - można przedobrzyć!
Wystarczy podać kelp kilka razy w tygodniu w dawce jaką znajdziecie
na opakowaniu.
Kolejnym ważnym
składnikiem diety malamuta w naturze byłoby mięso ryb. Możemy
podawać ryby (surowe, cale, z wnętrznościami) ale niektóre psy ich
po prostu nie cierpią. Poza tym, od kiedy stosuje dietę barf,
przyzwyczaiłam się do tego, ze suni nie zionie z pyska. A niestety
po posiłku złożonym z surowej ryby, zapach jest iście diabelski.
Ograniczam więc ryby, a w zamian podaję olej rybny (uwaga nie tran
ani nie olej z wątroby!), jednak niezbyt regularnie, jak i ze
wszystkimi suplementami, żeby psa przypadkiem nie przyzwyczaić.
Ideałem byłoby zdobyć preparat Focard również z Vitany (olej
foczy!!!)
LITERATURA
BARFisty
Polecam lekturę
takich książek jak wspomniana już "Give your Dog a Bone" lub "The
BARF Diet" czy też "Grow Pups with Bones", autorstwa dra Iana
Billinghursta lub "The Holistic Guide for a Helathy Dog" napisana
przez Wendy Volhard czy też "Natural Nutrition for Dogs and Cats -
The Ultimate Pet Diet" Kymythy Schultz. Oczywiście można również
sięgnąć do nieco innej wersji diety ewolucyjnej prezentowanej przez
dra Lonsdale'a w "Raw meaty bones promote health". Literatura
dotycząca przedmiotu jest niestety dostępna jedynie w wersji
angielskiojezycznej. Przynajmniej na razie. Jeśli więc w miarę
posługujecie się językiem angielskim, zapraszam do lektury.
PRZECZYTAJ TAKŻE
|