|
Tomasz
Mantas
www.hudson.prv.pl
Posłuszny malamut? Dlaczegóż by nie!
Taki właśnie jest Hudson, a przynajmniej bardzo
stara się być. Bo chociaż w jego żyłach krew pulsuje
w rytmie dzikiej arktycznej przyrody, to jednak w
genach Inuici zaszczepili swoim psom również chęć
służenia człowiekowi, nawet w zupełnie ekstremalnych
okolicznościach. A pan Hudsona, Tomek? On też jest
oddany swemu czworonożnemu przyjacielowi. Pomimo
zdecydowanie „męskiego” usposobienia, zawsze potrafi
znaleźć w sobie wiele cierpliwości i pokory wobec
nieprzewidywalnej momentami natury pupila. Słowem,
obedience stanowi dla nich obydwu szkołę charakterów
i prawdziwej zwierzęco-ludzkiej przyjaźni.
Dopełniają się idealnie – jak malamut ciągnący sanie
przez bezkresne lodowe przestrzenie i znający szlak,
kierujący saniami eskimoski myśliwy. Jak osiągnęli tę harmonię? Otóż
pewnego dnia, gdy Hudson miał pięć miesięcy i
wyuczył się już kilku sztuczek, pojechał z
panem na pierwsze spotkanie miłośników nowej w
Polsce kynologicznej dyscypliny sportowej. Na samym
początku nie był szczególnie zachwycony tym, do
czego nakłaniano go wraz z resztą szczekającej
czeredy, szybko jednak wpajane ćwiczenia zaczął
traktować jako świetną zabawę. Teraz sprawiają mu
one wciąż niekłamaną radość, kiedy w gronie członków
grupy „Dobry Pies” rywalizuje co sobotę na wspólnych
treningach albo, kiedy od czasu do czasu uczestniczy
w zawodach rangi krajowej. -
www.obediencepoznan.za.pl
Co w obedience tak spodobało się
Tomkowi i najwyraźniej także jego psu? Odpowiedź na
to pytanie jest prosta: to, co stanowi o istocie
owego sportu, (jeśli w ogóle można się tak wyrazić),
mianowicie współpraca, świetna komunikacja między
człowiekiem i zwierzęciem w trakcie wykonywania
ćwiczeń, a nie dominacja tego pierwszego nad drugim,
które, jak to się niekiedy zdarza w wypadku
„tradycyjnej” tresury, jest jeszcze metodycznie
tłamszone czy zastraszane. No i sama metoda
nauczania przez pozytywne wzmacnianie, czyli, mówiąc
prościej, stosowanie nagród, a nie kar, również
bardzo zawojowała serca obydwu bohaterów tej
opowieści.
|

foto: Tomasz Mantas |
Pierwsze w historii zawody obedience
odbyły się jeszcze w ubiegłym stuleciu – w roku 1955
w Anglii. Wkrótce do mieszkańców Wielkiej Brytanii i
ich czworonogów dołączyli Belgowie, później zaś
Skandynawowie i reszta starego kontynentu. FCI
dyscyplinę tę zatwierdziła dopiero w 1983 r.,
akceptując zarazem jej regulamin. Obecnie rozgrywane
są mistrzostwa świata i Europy w obedience. W
Polsce pionierskie zawody odbyły się w 2004 r. w
Błażejewku koło Poznania, a Hudson wziął w nich
udział jako jedyny malamut. Niestety, ta zakończona
bez sukcesów próba uświadomiła tylko Tomkowi i jego
pupilowi, jak wiele jeszcze pracy przed nimi. No,
ale w końcu udało się, Hudson i jego pan pokazali,
na co ich stać! W Ryczywole w 2005 r. – chociaż na
„arenach” obedience królują niezmiennie owczarki i
inne psy pasterskie – nasz sympatyczny malamut jako
pierwszy w kraju przedstawiciel swojej rasy zaliczył
klasę „0” z oceną doskonałą i otrzymał prawo startu
w klasie „1”.
Gdybyście jednak myśleli, że
ćwiczenia obedience to jedyny sposób wspólnego
spędzania wolnego czasu przez Tomka i Hudsona, to
byście się pomylili! Pies uwielbia np. letnie
kąpiele z panem w jeziorze, szczególnie atrakcyjne
wiosną i jesienią przebieżki przy rowerze czy
wyścigi z oponą, a zimą – długie spacery po górach i
ciągnięcie sanek (niekoniecznie zaprzęgowych – ale
to już inna bajka...). Te razem przeżywane chwile
to czas relaksu i zrozumienia dla obojga.
Beztroska, momentami zwariowana zabawa z
przyjacielem, wprawiająca w świetny humor,
zapewniająca zdrowie, dobrą kondycję – czyż może być
coś wspanialszego?!
|
OBEDIENCE
To dyscyplina sportowa
oparta na ścisłej więzi psa z przewodnikiem, na wzajemnym
kontakcie i współpracy. Choć jest to sport zdominowany przez
rasy takie jak owczarki, bordery to jednak i malamut jest w
stanie nauczyć się wielu ćwiczeń i czerpać z wykonywania ich
przyjemność. Szkolenie prowadzimy „małymi kroczkami”, zawsze
planujemy trening. Ustalamy, co chcemy osiągnąć, jak i
dlaczego. Zawsze nagradzamy pożądane zachowania ignorując
niepożądane. Sport ten daje nam szanse poznania możliwości
fizycznych i psychicznych naszego psa, jest doskonałym
sposobem na wspólne porozumienie. Ćwiczenia wykonywane w
obedience to między innymi zmiany pozycji na odległość,
chodzenie przy nodze, skok przez przeszkodę, zatrzymywanie w
marszu, wysyłanie do kwadratu lub pachołka, aport kierunkowy
i węchowy, przywołanie do nogi. To miły sposób spędzenia
czasu na fajnej zabawie z naszym pupilem. Przez zabawę
uczymy się my i nasz pies, poznajemy swoje możliwości, wady
i zalety. Przewodnik i pies idealna para wspólnie
zmierzająca do doskonałości. Słowem, ćwiczenia obedience
stanowią dla nich szkołę charakterów i prawdziwej
psio-ludzkiej przyjaźni.
JAK ĆWICZYĆ?
Naukę prowadzimy przy pomocy
wzmacniania pozytywnego, czyli stosujemy
nagrody a nie kary lub inaczej nagradzamy
zawsze zachowanie pożądane a ignorujemy,
lecz nie karzemy za błędy. Do osiągnięcia
celu używamy nagród, które nasz pupil lubi
najbardziej np. piłeczki, smakołyków,
sznurka czy pieszczot. Ćwiczymy w spokoju, w
rozluźnionej i przyjacielskiej atmosferze z
psem skoncentrowanym na nas lub tym, co mamy
mu do zaoferowania. Do wszystkiego
dochodzimy małymi kroczkami. Na początku
robimy wszystko z bliska, dopiero z czasem
zaczynamy się oddalać i wydawać polecenia na
odległość. Wydajemy polecenia jasne, proste
i zrozumiałe dla psa. Na początku sami
naprowadzamy psa, aby zrozumiał, o co chodzi
w danym ćwiczeniu a gdy już załapie skupiamy
się na szybkości i dokładności. Nigdy nie
kończymy treningu na porażce i nigdy nie
powtarzamy ćwiczenia wykonanego doskonale.
Źle wykonane ćwiczenie to nie jest błąd psa,
lecz nasz
◊
Regulamin Obedience |
|