|
Edyta Langer
www.tananamalamuty.republika.pl
Dogtrekking jest rajdem sportowo-turystycznym.
Podstawową zasadą zawodów jest przejście w towarzystwie psa, w
nielimitowanym czasie, trasy o długości około 50 km. Do zaliczenia
jest "ileś" punktów kontrolnych które najpierw należy zanleźć J
Zawody tego typu zostały zorganizowane po raz drugi
przez Sportowy Klub "Cze-Mi" Tomka Radłowskiego z Dziergowic. O tym
że jest taka impreza dowiedziałam się w zeszłym roku niestety już po
fakcie, tym razem szukałam informacji wcześniej aby się na nią
wybrać. Tegoroczne zawody zostały zaplanowane na 28-29 lipiec, z
powodu na upału i suszy trasa była kilkakrotnie zmieniana ze względu
na zakaz wchodzenia w niektórych miejscach do lasu.
Organizator wyznaczył do "zaliczenia" 15 punktów (o
różnej długości od 1,1 km do 7.1 km) rozmieszczonych na trasie o
długości 50,5 km. W piątek od godziny 17:00, zawodnicy mieli
obowiązek stawić się w biurze zawodów, aby dopełnić wszelkich
formalności. O godzinie 20:00 zaplanowano odprawę weterynaryjną, a o
21:00 odprawę techniczną. Początkowo start zaplanowano na godzinę
00:01, ale ze względu na panujące upały wszystko się nieco
przesunęło w czasie i start odbył się już o 21.01.
Oczywiście nie mogłam się doczekać wyjazdu. Kilka
tygodni wcześniej regularnie zaczęłam jeździć rowerem,
żeby nabrać lepszej kondycji. Na "sprawdzenie siebie"
zdecydował się również mój znajomy tak więc wybraliśmy się razem
plus malamuty Unkas i Dunia.
Do Dziergowic przyjechaliśmy po godzinie 13, byliśmy
wcześniej aby psy mogły sobie odpocząć po podróży. Na miejscu było
już kilka osób inne ciągle dojeżdżały, coraz częściej i głośniej
było słychać odgłosy psów. Po wszelakich odprawach ludzi i psów ,po
rozdaniu mapek , przekazaniu instrukcji i "dobrych rad" nastąpił
start.
Na początku wszyscy szli razem jednak niedługo to
trwało
Ustaliliśmy ze nasza ekipa składać się będzie z 5
osób i z 6 malamutów. Zaczęło się nie za dobrze: z przyczyn losowych
nasza znajoma wpadła w ostatniej chwili i dlatego nasz start trochę
się opóźnił. Po takich niespodziankach w końcu ruszyliśmy w trasę
zamykając listę startujących. Idąc przez Dziergowice byliśmy żegnani
przez mieszkańców dość tłumnie zebranych na swoich posesjach.
Poszukiwanie pierwszego punktu niestety zajęło nam
sporo czasu, ponieważ nasze wyobrażenie o oznaczeniu punktu było
nieco inne niż rzeczywistość. Tak więc trochę kilometrów
nadreptaliśmy na zapas. Na pierwszym punkcie mieliśmy do spisania
hasło przyczepione na drzewie. Ruszyliśmy dalej było cicho i ciemno,
psy chyba były trochę zdziwione takim spacerkiem. Nastepny drugi
punkt był przy rzece, tam podbiliśmy nasze mapki jako zaliczenie
punktu. Szliśmy dalej a nad nami było piękne czyste gwieździste
niebo. Psy zadowolone szly energicznie do przodu. Do punktu
trzeciego musielismy przejść m.in przez wysoką i mokrą trawę z
której wylatywały rożne gryzące owady i nie było to miłe, tam
czekała na nas ekipa dająca pieczątki. Idziemy w dalszą drogę aby
dotrzeć do czwartego punktu, a tam mała atrakcja trzeba było przejść
przez taki dziwny "dziurawy" mostek co jednej z naszych malamutek
wcale się nie spodobało i musiała zostać przeniesiona (szkoda że
nikt tego nie uwiecznił). Na 4 punkcie również mapka została
ozdobiona następna pieczątką.
Na kolejnym 5 punkcie także stempelek do kolekcji
oraz mogliśmy wymienic puste butelki po wodzie na pełne.No i po tym
punkcie nasza grupa zaczeła się niestety kurczyć. Marcin który szedł
z moją Dunia miał nie bardzo odpowiednie obuwie i niestety z tej
przyczyny musiał zrezygnowac. Tak wiec w dalsza droge poszłam z
Unkasem i Dunią. Do następnego punktu mielismy do przejście kawałek
ulicą a nastepnie trasa w lesie, po drodze dogonilismy innych i
szlismy większą grupką. Na punkcie 6 mielismy do spisania hasło.
Ruszamy dalej, w lesie było baaardzo ciemno i czasami było słychać i
widać w oddali świecące punkciki które były oczkami jakiś
zwierząt.Atmosfera niesamowita sama nigdy bym nie weszła o takiej
porze do lasu. Nasza już powiekszona grupka co jakis czas zmieniała
liderów, ja już sobie znalazłam tempo w którym najlepiej nam się
szło. Towarzystwa dotrzymywał nam Wiesiek z AM Pako-Dexterem - oni
to już "doswiadczeni" startowali poraz drugi. Trasa przez las była
bardzo długa i gdy z niego wkońcu wyszlismy zaczeło już świtać.Nasi
współtowarzysze pomału zaczeli się wykruszać, z trasy zrezygnował
Tomek z AM Yavaho oraz Magda z AM Moon. Weszlismy do kolejnego lasu
już całkiem miło się szło widząc gdzie i po czym się idzie. Niestety
kolejna zrezygniwała Jana z AM Desti i Star. Tak wiec z naszej grupy
5 osobowej zostałam tylko ja a towarzyszili nam w/w Wiesiek oraz
Iwona z SH Maxem i Monika z Samojedem Virgo - tez już doswiadczone.
Zmeczenie i brak snu troche dawało się nam we znaki, jednak chęc
dotarcia do kolejnego punktu dodawała nam sił. No i doszlismy do
punktu 7 gdzie czekali na nas zaspani i zmarznięci "pieczątkowi" aby
ozdobić nastepnym stempelkiem naszą mapke.
Psy już też były senne ale skoro pańcia idzie to one
też wiec podreptalismy dalej znowu przez las. Niestety troche
kliometrów znowu niepotrzebnie zrobiliśmy ale cóż bywa i tak..
Wróciliśmy na prawidłową trase i tak szlismy znowu przez las a
dosłownie przez leśne alejki które posiadały nazwy! Słoneczko było
coraz wyżej i zaczeło niestety pomału grzać promyczkami, psy już tez
widać ze były zmeczone. Postanowilismy jednak że dojdziemy do punktu
8 a potem zadecydujemy co dalej zrobimy. Szliśmy wiec dalej
opedzajac się od dziwnych latajacych stworzen które radosnie wkoło
nas fruwały i chyba traktowały nas jako sniadanie. W koncu
dotarlismy do ulicy jeszcze kawałek i powinien być kolejny punkt,
jest a na nim hasło do spisania .Jest godzina 8.34 i teraz debata co
robimy idziemy dalej czy rezygnujemy?
Sprawdzamy na mapie , nastepny punkt jest oddalony o
ponad 5 km i droga raczej bez cienia, tak więc decyzja zapadła.
Ze względu na coraz bardziej przygrzewające słoneczko
i końcówke wody dla psów oraz to że one chyba już chetnie poszłyby
spać rezygnujemy z dalszej trasy. Nam tez już wychodzi zmeczenie
jesteśmy prawie 12 godz. na trasie idac bez przerwy. Tak więc
meldujemy rezygnacje i czekamy na transport do bazy.
Jestem i tak dumna z siebie i z moich psiaków
Dunia to jeszcze dziecko niespełna 11 m-czna, Unkas starszy ale ale
dla niego to też nowość. Udało się nam zaliczyć 8 punktów w tym dwa
najdłuższe odcinki trasy! wg mapy przeszlismy 30 km ale było to o
wiele wiecej dzieki naszej "doskonałej" orientacji.
Zawsze to jakies wyzwanie i nowe doswiadczenie i
które pokazuje na co nas i nasze psiaki stać. W bazie czekało nas
radosne powitanie kibiców i organizatorow. Psiaki nasze po prostu
padły spać, nam chyba ze zmęczenia już się nawet niebardzo spać
chciało. Chwilka odpoczynku, małe odświerzenie i idziemy na
wspaniale pachnący żurek i pyszna kiełbaskę przygotowana przez
organizatorów J Oczywiście z wymiana wrażen co gdzie i jak było na
trasie. Po południu uroczyste zakonczenie i wręczenie paniatkowych
dyplomow oraz dla tych którym się udało przejść oryginalnych nagród.
Wieczorkiem impreza dla tych co jeszcze byli na siłach J my niestety
musimy jechac bo na drugi dzień czeka nas jeszcze wystawa.
Organizacja doskonała, atmosfera świetna. Impreza
super - szkoda, że jedyna taka w sezonie. Na pewno w przyszlym roku
też weźmiemy udział w Dogtrekkingu, będziemy już bardziej
doswiadczeni i mam nadzieje że dojdziemy do mety!!!
Patrycja Palarz
Już po raz drugi mieliśmy przyjemność zorganizować
Dogtrekking. Dzięki uprzejmości i chęci pomocy wielu organów imprezę
można zaliczyć do udanych. Szczególne podziękowania należą się panu
Bernardowi Kaszta, który nie tylko wziął udział w zawodach, ale
także był jednym z głównych sponsorów. Serdecznie dziękujemy również
Radzie Sołeckiej Dziergowice, Nadleśnictwu Kędzierzyn- Koźle,
lecznicy dla zwierząt „Ara”, supermarketowi „Unikat” z Kuźni
Raciborskiej, firmie „Bewi Dog” oraz gminie Bierawa.
W piątek od godziny 17:00, każdy zawodnik miał
obowiązek stawienia się w biurze zawodów, by wypełnić kartę
zgłoszenia. O godzinie 20:00 odprawa weterynaryjna, a o 21:00
odprawa techniczna podczas, której prezes klubu Cze-Mi, Tomasz
Radłowski, przestrzegł zawodników przez niebezpieczeństwem
pożarowym, a także rozdał mapy, dzięki którym mieliśmy zaliczać
następne punkty. Poinformowano nas, że na kolejnych bazach będzie
stały dostęp do świeżej wody dla piesków i dla zawodników.
Początkowo start zaplanowano na godzinę 00:01, lecz z uwagi na
obecne upały 36 zawodników wraz z pupilami, wystartowało dwie
godziny szybciej. Psy niesamowicie rwały się do biegu, nie mając
chyba pojęcia, że czeka ich do przebycia 48 km. Początkowo prawie
wszyscy trzymali się w zwartej grupie, lecz po kilku kilometrach
liderzy wyszli na prowadzenie. Punkty kontrolne różniły się od
siebie. Na niektórych stali kierownicy trasy, którzy np. wlepiali
pieczątki, na innych trzeba było napisać hasło zawieszone pod
numerem punktu. Trasa była bardzo urozmaicona (moim zdaniem
najbardziej pod względem podłoża), lasy, łąki, pola, a czasem nawet
asfalt. Po 5 zaliczonym punkcie część zawodników wybrała trasę przez
las (czy ja wiem czy była ona aż tak bardzo bezpieczna??). Tak i
było w przypadku mojego opiekuna, Damiana Reszki i mnie. Dotarliśmy
do 6 bazy, później dalsza droga przez las, która niemiłosiernie się
ciągnęła. W drodze między 6 a 7 pozycją kontrolną, niestety musiałam
zrezygnować z dalszego wyścigu. Po prostu moja Wadera (zwana miejską
popierdułką) nie dawała już rady, co demonstracyjnie okazywała na
postoju. Tak więc zostałyśmy eksportowane do bazy noclegowej, a nasz
opiekun mógł dalej „walczyć”. Nie mogłam obserwować dalszych
poczynań uczestników, ale chyba nie żałuję, bo widok rodzinki
dzików, którą miała „przyjemność” poznać jedna z grup, raczej nie
należała do przyjemnych. Nikt nie mógł wyjść z podziwu obserwując
poczynania czeskiego zawodnika Romana Baláža, który prawie cały czas
biegł. Ale co tu się dziwić, jeśli mieliśmy do czynienia z
maratończykiem, przy którym byliśmy zwykłymi amatorami.
Chyba każdy zawodnik miał cicha nadzieję, że ukończy
wyścig, ale niestety nie było to takie proste. Zmęczenie dawało się
we znaki już po 20 kilometrze, a tzw. „blazy” (czyt. odciski)
niektórym tylko utrudniały dalszy udział w zawodach. Ogólnie w
trakcie wyścigu z trasy zeszło (aż!) 18 osób.
W sobotę rano nikogo nie zdziwiło pojawienie się
czeskiego faworyta, który pierwszy ukończył wyścig. Kolejni
pojawiali się w dość sporych odstępach czasowych. Wszyscy dotarli
cali i zdrowi (nie licząc potężnych „blaz” i potwornego zmęczenia).
Na mecie czekał gorący żurek i przepyszne kiełbaski, wszystko to
przygotowane z sercem przez nasze kochane matki i żony.
Wręczenie pamiątkowych certyfikatów ukończenia „Odrzanka”
Dogtrekking 2006 odbyło się o 15:00. Prezes serdecznie podziękował
wszystkim uczestnikom i sponsorom.
Późnym wieczorem kilku śmiałków rozegrało mecz piłki
siatkowej. Ula i Michał byli jedynymi sprawnymi zawodnikami, a
reszta to: Prezes- „Breakdance”, Romek- „Michael Jackson”, Piotrek
Rutyna- „Pan ze sztucznym kolanem” i Krecik- „Padający do ziemi”. O
dziwo jakoś nikt tego nie uwiecznił na zdjęciach (a wielka szkoda).
|