Dogtrekking - Odrzanka 2006


Edyta Langer

www.tananamalamuty.republika.pl

 

Dogtrekking jest rajdem sportowo-turystycznym. Podstawową zasadą zawodów jest przejście w towarzystwie psa, w nielimitowanym czasie, trasy o długości około 50 km. Do zaliczenia jest "ileś" punktów kontrolnych które najpierw należy zanleźć J

Zawody tego typu zostały zorganizowane po raz drugi przez Sportowy Klub "Cze-Mi" Tomka Radłowskiego z Dziergowic. O tym że jest taka impreza dowiedziałam się w zeszłym roku niestety już po fakcie, tym razem szukałam informacji wcześniej aby się na nią wybrać. Tegoroczne zawody zostały zaplanowane na 28-29 lipiec, z powodu na upału i suszy trasa była kilkakrotnie zmieniana ze względu na zakaz wchodzenia w niektórych miejscach do lasu.

Organizator wyznaczył do "zaliczenia" 15 punktów (o różnej długości od 1,1 km do 7.1 km) rozmieszczonych na trasie o długości  50,5 km. W piątek od godziny 17:00, zawodnicy mieli obowiązek stawić się w biurze zawodów, aby dopełnić wszelkich formalności. O godzinie 20:00 zaplanowano odprawę weterynaryjną, a o 21:00 odprawę techniczną. Początkowo start zaplanowano na godzinę 00:01, ale ze względu na panujące upały wszystko się nieco przesunęło w czasie i start odbył się już o 21.01.

Oczywiście nie mogłam się doczekać wyjazdu. Kilka tygodni wcześniej regularnie zaczęłam jeździć rowerem,

żeby nabrać lepszej kondycji. Na "sprawdzenie siebie" zdecydował się również mój znajomy tak więc wybraliśmy się razem plus malamuty Unkas i Dunia.

Do Dziergowic przyjechaliśmy  po godzinie 13, byliśmy wcześniej aby psy mogły sobie odpocząć po podróży. Na miejscu było już kilka osób inne ciągle dojeżdżały, coraz częściej i głośniej było słychać odgłosy psów. Po wszelakich odprawach ludzi i psów ,po rozdaniu mapek , przekazaniu instrukcji i "dobrych rad" nastąpił start.

Na początku wszyscy szli razem jednak niedługo to trwało

Ustaliliśmy ze nasza ekipa składać się będzie z 5 osób i z 6 malamutów. Zaczęło się nie za dobrze: z przyczyn losowych nasza znajoma wpadła w ostatniej chwili i dlatego nasz start trochę się opóźnił. Po takich niespodziankach w końcu ruszyliśmy w trasę zamykając listę startujących. Idąc przez Dziergowice byliśmy żegnani przez mieszkańców dość tłumnie zebranych na swoich posesjach.

Poszukiwanie pierwszego punktu niestety zajęło nam sporo czasu, ponieważ nasze wyobrażenie o oznaczeniu punktu było nieco inne niż rzeczywistość. Tak więc trochę kilometrów nadreptaliśmy na zapas. Na pierwszym punkcie mieliśmy do spisania hasło przyczepione na drzewie. Ruszyliśmy dalej było cicho i ciemno, psy chyba były trochę zdziwione takim spacerkiem. Nastepny drugi punkt był przy rzece, tam podbiliśmy nasze mapki jako zaliczenie punktu. Szliśmy dalej a nad nami było piękne czyste gwieździste niebo. Psy zadowolone szly energicznie do przodu. Do punktu trzeciego musielismy przejść m.in przez wysoką i mokrą trawę z której wylatywały rożne gryzące owady i nie było to miłe, tam czekała na nas ekipa dająca pieczątki. Idziemy w dalszą drogę aby dotrzeć do czwartego punktu, a tam mała atrakcja trzeba było przejść przez taki dziwny "dziurawy" mostek co jednej z naszych malamutek wcale się nie spodobało i  musiała zostać przeniesiona (szkoda że nikt tego nie uwiecznił). Na 4 punkcie również mapka została ozdobiona następna pieczątką.

Na kolejnym 5 punkcie także stempelek do kolekcji oraz mogliśmy wymienic puste butelki po wodzie na pełne.No i po tym punkcie nasza grupa zaczeła się niestety kurczyć. Marcin który szedł z moją Dunia miał nie bardzo odpowiednie obuwie i niestety z tej przyczyny musiał zrezygnowac. Tak wiec w dalsza droge poszłam z Unkasem i Dunią. Do następnego punktu mielismy do przejście kawałek ulicą a nastepnie trasa w lesie, po drodze dogonilismy innych i szlismy większą grupką. Na punkcie 6 mielismy do spisania hasło. Ruszamy dalej, w lesie było baaardzo ciemno i czasami było słychać i widać w oddali świecące punkciki które były oczkami jakiś zwierząt.Atmosfera niesamowita sama nigdy bym nie weszła o takiej porze do lasu. Nasza już powiekszona grupka co jakis czas zmieniała liderów, ja już sobie znalazłam tempo w którym najlepiej nam się szło. Towarzystwa dotrzymywał nam Wiesiek z AM Pako-Dexterem - oni to już "doswiadczeni" startowali poraz drugi. Trasa przez las była bardzo długa i gdy z niego wkońcu wyszlismy zaczeło już świtać.Nasi współtowarzysze pomału zaczeli się wykruszać, z trasy zrezygnował Tomek z AM Yavaho oraz Magda z AM Moon. Weszlismy do kolejnego lasu już całkiem miło się szło widząc gdzie i po czym się idzie. Niestety kolejna zrezygniwała Jana z AM Desti i Star. Tak wiec z naszej grupy 5 osobowej zostałam tylko ja a towarzyszili nam w/w Wiesiek oraz Iwona z SH Maxem i Monika z Samojedem Virgo - tez już doswiadczone. Zmeczenie i brak snu troche dawało się nam we znaki, jednak chęc dotarcia do kolejnego punktu dodawała nam sił. No i doszlismy do punktu 7 gdzie czekali na nas zaspani i zmarznięci "pieczątkowi" aby ozdobić nastepnym stempelkiem naszą mapke.

Psy już też były senne ale skoro pańcia idzie to one też  wiec podreptalismy dalej znowu przez las. Niestety troche kliometrów znowu niepotrzebnie zrobiliśmy  ale cóż bywa i tak.. Wróciliśmy na prawidłową trase i tak szlismy znowu przez las a dosłownie przez leśne alejki które posiadały nazwy! Słoneczko było coraz wyżej i zaczeło niestety pomału grzać promyczkami, psy już tez widać ze były zmeczone. Postanowilismy jednak że dojdziemy do punktu 8 a potem zadecydujemy co dalej zrobimy. Szliśmy wiec dalej opedzajac się od dziwnych latajacych stworzen które radosnie wkoło nas fruwały i chyba traktowały nas jako sniadanie. W koncu dotarlismy do ulicy jeszcze kawałek i powinien być kolejny punkt, jest a na nim hasło do spisania .Jest godzina 8.34 i teraz debata co robimy idziemy dalej czy rezygnujemy?

Sprawdzamy na mapie , nastepny punkt jest oddalony o ponad 5 km i droga raczej bez cienia, tak więc decyzja zapadła.

Ze względu na coraz bardziej przygrzewające słoneczko i końcówke wody dla psów oraz to że one chyba już chetnie poszłyby spać rezygnujemy z dalszej trasy. Nam tez już wychodzi zmeczenie jesteśmy prawie 12 godz. na trasie idac bez przerwy. Tak więc meldujemy rezygnacje i czekamy na transport do bazy.

Jestem i tak dumna z siebie  i z moich psiaków Dunia to jeszcze dziecko niespełna 11 m-czna, Unkas starszy ale ale dla niego to też nowość. Udało się nam zaliczyć 8 punktów w tym dwa najdłuższe odcinki trasy! wg mapy przeszlismy 30 km ale było to o wiele wiecej dzieki naszej "doskonałej" orientacji.

Zawsze to jakies wyzwanie i nowe doswiadczenie i które pokazuje na co nas i nasze psiaki stać. W bazie czekało nas radosne powitanie kibiców i organizatorow. Psiaki nasze po prostu padły spać, nam chyba ze zmęczenia już się nawet niebardzo spać chciało. Chwilka odpoczynku, małe odświerzenie i idziemy na wspaniale pachnący żurek i pyszna kiełbaskę przygotowana przez organizatorów J Oczywiście z wymiana wrażen co gdzie i jak było na trasie. Po południu uroczyste zakonczenie i wręczenie paniatkowych dyplomow oraz dla tych którym się udało przejść oryginalnych nagród. Wieczorkiem impreza dla tych co jeszcze byli na siłach J my niestety musimy jechac bo na drugi dzień czeka nas jeszcze wystawa.

 

Organizacja doskonała, atmosfera świetna. Impreza super - szkoda, że jedyna taka w sezonie. Na pewno w przyszlym roku też weźmiemy udział w Dogtrekkingu, będziemy już bardziej doswiadczeni i mam nadzieje że dojdziemy do mety!!!

 


 

Patrycja Palarz

 

Już po raz drugi mieliśmy przyjemność zorganizować Dogtrekking. Dzięki uprzejmości i chęci pomocy wielu organów imprezę można zaliczyć do udanych. Szczególne podziękowania należą się panu Bernardowi Kaszta, który nie tylko wziął udział w zawodach, ale także był jednym z głównych sponsorów. Serdecznie dziękujemy również Radzie Sołeckiej Dziergowice, Nadleśnictwu Kędzierzyn- Koźle, lecznicy dla zwierząt „Ara”, supermarketowi „Unikat” z Kuźni Raciborskiej, firmie „Bewi Dog” oraz gminie Bierawa.

W piątek od godziny 17:00, każdy zawodnik miał obowiązek stawienia się w biurze zawodów, by wypełnić kartę zgłoszenia. O godzinie 20:00 odprawa weterynaryjna, a o 21:00 odprawa techniczna podczas, której prezes klubu Cze-Mi, Tomasz Radłowski, przestrzegł zawodników przez niebezpieczeństwem pożarowym, a także rozdał mapy, dzięki którym mieliśmy zaliczać następne punkty. Poinformowano nas, że na kolejnych bazach będzie stały dostęp do świeżej wody dla piesków i dla zawodników. Początkowo start zaplanowano na godzinę 00:01, lecz z uwagi na obecne upały 36 zawodników wraz z pupilami, wystartowało dwie godziny szybciej. Psy niesamowicie rwały się do biegu, nie mając chyba pojęcia, że czeka ich do przebycia 48 km. Początkowo prawie wszyscy trzymali się w zwartej grupie, lecz po kilku kilometrach liderzy wyszli na prowadzenie. Punkty kontrolne różniły się od siebie. Na niektórych stali kierownicy trasy, którzy np. wlepiali pieczątki, na innych trzeba było napisać hasło zawieszone pod numerem punktu. Trasa była bardzo urozmaicona (moim zdaniem najbardziej pod względem podłoża), lasy, łąki, pola, a czasem nawet asfalt. Po 5 zaliczonym punkcie część zawodników wybrała trasę przez las (czy ja wiem czy była ona aż tak bardzo bezpieczna??). Tak i było w przypadku mojego opiekuna, Damiana Reszki i mnie. Dotarliśmy do 6 bazy, później dalsza droga przez las, która niemiłosiernie się ciągnęła. W drodze między 6 a 7 pozycją kontrolną, niestety musiałam zrezygnować z dalszego wyścigu. Po prostu moja Wadera (zwana miejską popierdułką) nie dawała już rady, co demonstracyjnie okazywała na postoju. Tak więc zostałyśmy eksportowane do bazy noclegowej, a nasz opiekun mógł dalej „walczyć”. Nie mogłam obserwować dalszych poczynań uczestników, ale chyba nie żałuję, bo widok rodzinki dzików, którą miała „przyjemność” poznać jedna z grup, raczej nie należała do przyjemnych. Nikt nie mógł wyjść z podziwu obserwując poczynania czeskiego zawodnika Romana Baláža, który prawie cały czas biegł. Ale co tu się dziwić, jeśli mieliśmy do czynienia z maratończykiem, przy którym byliśmy zwykłymi amatorami.

Chyba każdy zawodnik miał cicha nadzieję, że ukończy wyścig, ale niestety nie było to takie proste. Zmęczenie dawało się we znaki już po 20 kilometrze, a tzw. „blazy” (czyt. odciski) niektórym tylko utrudniały dalszy udział w zawodach. Ogólnie w trakcie wyścigu z trasy zeszło (aż!) 18 osób. 

W sobotę rano nikogo nie zdziwiło pojawienie się czeskiego faworyta, który pierwszy ukończył wyścig. Kolejni pojawiali się w dość sporych odstępach czasowych. Wszyscy dotarli cali i zdrowi (nie licząc potężnych „blaz” i potwornego zmęczenia). Na mecie czekał gorący żurek i przepyszne kiełbaski, wszystko to przygotowane z sercem przez nasze kochane matki i żony.

Wręczenie pamiątkowych certyfikatów ukończenia „Odrzanka” Dogtrekking 2006 odbyło się o 15:00. Prezes serdecznie podziękował wszystkim uczestnikom i sponsorom.

Późnym wieczorem kilku śmiałków rozegrało mecz piłki siatkowej. Ula i Michał byli jedynymi sprawnymi zawodnikami, a reszta to: Prezes- „Breakdance”, Romek- „Michael Jackson”, Piotrek Rutyna- „Pan ze sztucznym kolanem” i Krecik- „Padający do ziemi”. O dziwo jakoś nikt tego nie uwiecznił na zdjęciach (a wielka szkoda).

 


Prawa Autorskie Klub Rasy Alaskan Malamute w Polsce. Wszystkie materiały zawarte w witrynie oraz w galerii są objęte prawami autorskimi. Nie zezwala się na ich publikację w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody autora.