|
Agata Mordzonek
www.tinahet.prv.pl
W styczniu zapada decyzja, że
jedziemy na zawody Pucharu Polski w Przysłupiu koło Cisnej. Niestety
pierwszy termin zawodów został odwołany z powodu braku śniegu. Drugi
termin wyznaczono na pierwszy weekend lutego. Nerwówka. Będzie śnieg
czy nie? Poza startami, po zawodach planujemy jeszcze trening z
psami po trasach, przygotowanych przez organizatorów. Dochodzi do
nas informacja – jest dużo śniegu, będą zawody, będzie też Liga
Zaprzęgowa, czyli mogę wystartować jako amator. Kolejna nerwówka -
co musimy mieć, aby dopuszczono nas do startu. Czytamy Regulamin
Wyścigów Psich Zaprzęgów. Zaczynamy przygotowania i pakowanie
sprzętu, sanie, liny, karabińczyki itp.
Dopada mnie strach. Jak psy, które
dwa razy w życiu trenowały na śniegu poradzą sobie na trasie o
długości 5500 m? Jak ja wypadnę w konfrontacji z bardziej
doświadczonymi amatorami tego sportu?
Zawody zaczynają się w sobotę 3-go
lutego i trwają do niedzieli po południu. My wyjeżdżamy w czwartek.
Samochód zapakowany już w środę. Wstajemy o godzinie 5 rano
wyjeżdżamy o 6,15. Znowu strach czy impreza się odbędzie, bo całą
drogę mamy w deszczu. Dopiero w Baligrodzie zaczyna się śnieg. Z
kilometra na kilometr jest go coraz więcej i zaczyna sypać. Gdy
dojeżdżamy na miejsce, są już konieczne łańcuchy żeby podjechać pod
pensjonat gdzie mamy mieszkać. Jest pięknie. Bardzo dużo śniegu i
cały czas sypie. Białe drzewa. Góry za lekką mgłą.
W piątek wczesnym rankiem
podjeżdżamy na stake-out. No i jest problem. Wyznaczone miejsce jest
wyłożone płytami betonowymi i nie ma jak wbić szpilek do stake-out’u.
Pozostaje nam albo dokopać się do ziemi w innym miejscu albo rozpiąć
stake-out pomiędzy dwoma samochodami. Wybieramy drugie wyjście.
Zaczynają się zjeżdżać maszerzy. Niektórych już znamy, z innymi
dopiero się poznajemy. Każdy zmęczony kilku- lub kilkunastogodzinną
jazdą, ale szczęśliwy, bo wreszcie odbędą się zawody na śniegu.
Wieczorem odprawa zawodników. Poznajemy trasy i sytuacje na nich.
Lekko nie będzie. Najpierw krótka prosta, później 2,5 km pod górę,
potem z górki z zakrętami, ostatnia prosta do mety prowadzi przez
łąki gdzie śnieg sięga do pasa i trzeba uważa żeby nie spaść z sań.
Ale co tam, aby wytrzymać do końca. W amatorach nie czas jest
najważniejszy. Trzeba wystartować i dojechać do mety. Ponieważ cały
czas sypie śnieg start przesunięto z 9.00 na 11.00, żeby
organizatorzy jeszcze zdążyli przetrzeć trasy.

W sobotę rano odprawa
weterynaryjna i techniczna. Zaczynają się starty. Cały czas sypie.
Po każdej klasie na trasy wyjeżdżają skutery śnieżne żeby przetrzeć
trasę dla następnych zawodników. O 14.16 mamy start z nr startowym
50. No i nerwy, jak sobie poradzimy. Wracający zawodnicy mówią, że
jest ciężko. Na trasie kopny śnieg i silny wiatr. Ale co tam, damy
radę (właśnie tego oczekuję od zaprzęgów, żadnej łatwizny). Zbliża
się godzina startu, zaczynamy przygotowania. Sanie, liny, szory, psy
i ja. Jesteśmy gotowi.

Wywołują mnie i idziemy na start.
5, 4, 3, 2, 1 go, go, go. Jedziemy. Po drodze drobne zakręty i…
zobaczyłam górę!!! Na pierwszą część psy mnie wciągnęły, resztę
pokonuję za saniami. Przed nami zaprzęg z 5 psami. Krzyczę, że będę
wyprzedza. Ponieważ dla mnie i dla psów to nowość, biorę psy za
łączeniówkę i przebiegamy obok zaprzęgu. Go, go, jedziemy dalej.
Znowu zaprzęg, tym razem 2 psy. Powtarzam „manewr” go, go. Wreszcie
koniec górki. Teraz zaczyna się lekko w dół. Ponownie wyprzedzamy
kolejny zaprzęg z dwoma psami. Jestem w szoku. Moje „dzieci”
wyprzedzają husky’e. Coraz większy spadek, psy biegną coraz szybciej
a ja przed każdym zakrętem modlę się żebym się wyrobiła. Jest znak
800 m. Już jesteśmy na łące. Pamiętając ostrzeżenia, mocno trzymam
się sań a psy biegną jakby dopiero zaczęły. No i stało się, noga
ześlizgnęła mi się z sań i wpadam po pas w śnieg, ale moje dzielne
psy wyciągają mnie z zaspy. Już słychać stake-out. Harri wpada w
zaspę, pisk. Ja przerażona, Yaś wyciąga ją. Kuleje. Przerażenie, czy
noga cała? Zanim zdążyłam krzykną STÓJ, Harri biegnie już normalnie.
META. Uff - dojechaliśmy. Teraz tylko sprawdzanie chipów u psów i na
stake-out. Już widać, że psy są szczęśliwe a Harri nie utyka. Noga
sprawdzona. Nic się nie stało. Moja dzielna dziewczynka.
Wieczorem „Wieczór Maszera” i
ogłoszenie wyników z pierwszego dnia 38,34 minuty. Byliśmy szybsi od
reszty zaprzęgów w LZ. Od zawodników można wiele się dowiedzie.
Chętnie doradzają, pomagają i tłumaczą. Atmosfera wspaniała, wszyscy
dla wszystkich są przyjaciółmi, mimo że jeszcze parę godzin
wcześniej ostro ze sobą rywalizowali, aż miło popatrzeć.
W niedziele starty o 9.00. Cały
czas sypie. Startujemy o 12.16. Psy bardziej zainteresowane
wąchaniem niż biegiem, ale jakoś idzie. Trudno, najwyżej dojedziemy
później. Przecież przygodę z zaprzęgami dopiero zaczynamy Mijamy
pulkę. Z górki. Psy znowu zaczynają nabiera tempa. STÓJ! - coś się
dzieje przed nami. Dwa zaprzęgi stoją po bokach trasy. Wbijam
kotwicę (żeby psy nie pojechały beze mnie) i idę dowiedzieć się, co
się stało. Psy się pogryzły, ale już jest OK i mogę je wyprzedzać.
Skoro moja pomoc już jest zbędna, wracam do sań i ostrożnie omijamy
zaprzęgi. Jedziemy. Psy coraz szybciej biegną. BUM leżę. Całe
szczęście mam linę asekuracyjną i chwilę jadę za saniami na „śledzia”.
STÓJ, na sanki, GO, GO. Za chwilę znowu BUM i leżę. STÓJ, na sanki i
GO, GO. Za chwilę znowu BUM i leżę. STÓJ, na sanki, GO, GO. Już wiem,
że czas będzie dużo gorszy niż wczoraj. Ale… aby do mety. Podobno „Jak
się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. META. Było bardzo ciężko,
ale dojechaliśmy. Za chwilę wyniki. Oooooo!!! Czas tylko o 6 sek.
gorszy od wczorajszego. Mamy 2 czas w LZ na 4 startujące ekipy.
Wyprzedził nas tylko zaprzęg z dwoma husky’mi. Jestem dumna z psów i
z siebie, przecież to dopiero nasza trzecia i czwarta jazda po
śniegu.

Rozdanie nagród, pakowanie i
zawodnicy zaczynają rozjeżdża się. My zostajemy do następnego dnia.
Robi się coraz ciszej. W poniedziałek piękna słoneczna pogoda, aż
żal wyjeżdżać, ale trudno pakujemy się i wyruszamy w powrotną drogę.
Im dłużej jedziemy i znajdujemy się coraz niżej tym mniej śniegu. W
końcu za oknami samochodu pojawia się zielona trawa. A tam, w
Bieszczadach, piękna prawdziwa zima.
|