Sezon z życia klubowych maszerów - Blog maszera!


 

Elżbieta Wydra

www.alaskanmalamut.pl

www.fundacja-alaska.org

 

 

Pewnie nie raz zastanawialiście się jak to jest być prawdziwym maszerem ...

 

W tym dzienniku znajdziecie zapis zdarzeń, przygód, miejsc i wspaniałych psów, które - mimo, że złota polska jesień dopiero zakwita - są już gotowe do walki z zamiecią, kopnym śniegiem i mrozem ... Przeżyjcie ten sezon razem z klubowymi maszerami - Elą, Justyną Pauliną oraz Grzegorzem - dzielcie z nimi wrażenia, sukcesy, przeczytajcie refleksje i oczywiście pooglądajcie fotki!  

 

 

Zapraszamy do świata treningów, wyścigów, codziennej pracy

- świata zaprzęgów - czyli naszej pasji i radości życia!

Ela, Justyna, Paulina i Grzegorz.

 

Z wielką radością przyjęłam propozycję Klubu na pisanie dziennika ,,Sezon z życia maszera". Uprzedzam jednak, że są to jedynie nasze emocje i wrażenia. Pisząc ten dziennik pragnę podzielić się z wami naszą pasją i miłością do malamutów. Nie mamy ambicji pouczania innych, ale pragniemy pokazać ile radości daje nam uprawianie tego sportu.

 

Życzę przyjemnej zabawy, Ela Wydra.

 


15 PAŻDZIERNIKA, PIERWSZY TRENING

 

No, koniec leniuchowania i czas wziąć się do przyjemnej pracy :)

 

Grzesiek krząta się w ,,szopce". Wyciąga wózek, pompuje koła. Psy bacznie go obserwują. Na razie bez emocji, ale są wyraźnie zainteresowane. Kiedy bierze do rąk szelki, psy zrywają się ze swych miejsc, zaczynają tańczyć i ,,śpiewać". Pędzą do Grześka, przepychają się, skaczą do góry, zawodzą jak najgłośniej, żeby to je ubrać. Grzesiek zapina swoją ,,czwórkę" - Nuka, Tashu, Sheryf i Shakira. Nie wiadomo jak zachowają się po długiej przerwie Nuka i Shaki, bo generalnie się nie lubią i Shaki często wszczynała awantury. Radość z treningu przeważyła ustalanie hierarchii. Luzem pierwszy raz pobiegnie młodziutka Happy. Go, go! i psy jak oszalałe pognały na znajomą trasę. Po kilkuset metrach przeszły w szybki trucht, uczciwie ciągnęły i współpracowały. Trasa krótka, bo jeszcze dość ciepło. Malamuty wróciły szczęśliwe. Happy świetnie się spisała. Wreszcie! Wreszcie czuły wiatr w uszach i równy oddech współtowarzyszy w zaprzęgu. Praca w grupie to to, co kochają. I głos swego pana, jego zachęty, pochwały, czasem upomnienie. A po wszystkim pan zawsze podchodzi do każdego psa i głaszcze po głowie, ,,dobry pies, dobry".

 

Na swój pierwszy trening przyjechała do nas malamutka Tantra z Krzysiem i Nikolą. Grzegorz zapiął ją z Sheryfem. Jak każdy malamut błyskawicznie zrozumiała o co chodzi. Wystarczyło, że doświadczony pies pociągną ją za sobą. Po treningu była wyraźnie zadowolona i uroczo uśmiechnięta. Oj, spodobało się!

 

I jeszcze trening Justyny z husky. Te zawsze fruną jak ptaki. Lekkie, piękne psy. W pierwszej parze debiutuje biała Snowe - nadzieja Justyny na świetnego lidera. Biegła kapitalnie.

 

I po treningu. Opadają emocje. Psy zwijają się w kłębki i śnią... może o Alasce..? Ale cicho...

 

 


 

22 PAŻDZIERNIKA, ZŁOTY TRENING

 

 

Na trening znów przyjechał Krzysio z Nikolą i Tantrą oraz nowy malamut - Niko (z Rafałem). Jeśli wszystko dobrze pójdzie Tantra będzie miała świetnego kompana w zaprzęgu. Póki co ona biega z naszym Sheryfem, a Niko z Shakirą albo Mają i Happy.

Nasza czwórka biega z zapałem i z radością, a to najważniejsze:) Justyna fruwa ze swoimi huskimi i niedużym obciążeniem czyli Nikolą. Pogoda fantastyczna i cudnie złota. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi, a Krzysiek jadąc zaprzęgiem wydaje... dziwne okrzyki, hi hi :)))

 


25 PAŻDZIERNIKA, TRENING MAŁŻEŃSKI

Dziś wsiadłam z Grześkiem na wózek. Bardzo rzadko razem jeździmy. Psy pognały. Ledwie wyrobiliśmy się na zakręcie! Jechaliśmy przez las. Wąska droga, bardzo nierówna, na szczęście Grzesiek świetnie ,balansuje" hi hi :))) Pewien odcinek drogi to piach. Psy wyraźnie zwolniły, ale szły równym krokiem, ciągnęły. Wymknęło mi się ,,dobra Nusia". Suka zdziwiona zastrzygła  uszami, ale się nie odwróciła. Wcześniej nie zorientowała się, że ja też  jadę. Jakby popisując się przede mną jeszcze mocniej szarpnęła do przodu. Znów twarda droga. Grzesiek powiedział, że zwykle w tym miejscu rozpędzał psy, ale ponieważ jadę z nim - dziś tego nie zrobi. Ha, on nie zrobił nic, ale psy same przeszły w galop i musiałam bardzo mocno trzymać się Grześka, żeby nie spaść! Fantastycznie! Grzesiek zaczął radośnie wykrzykiwać jakieś niby-indiańskie okrzyki. Tak, na zachętę, z emocji, z radości :) Nuka zastrzygła znów uszami. ,,Nie rozśmieszaj psów!" - zawołałam. Ale fajnie :))) Nie sposób opisać emocji, jakie towarzyszą treningom. Grzesiek powiedział, że to był świetny bieg. Psy bardzo się starały. Ja byłam zachwycona.


1 LISTOPADA, TRENING Z APACZEM

Od rana gęsta mrzawka. Grzesiek przygotowuje wózek do treningu. Zaczyna mocno padać. Trzeba poczekać, ewentualnie treningu nie będzie. Psy plączą się między nogami. Też czekają. Dochodzi południe. Zza chmur próbuje się przebić blade słońce. Będzie trening! Szybko ubieramy psy. Malamuty podniecone stoją już przy furtce. Nie dają przejść. Grzesiek mocuje wózek do haka samochodu (bez takiego zabezpieczenia nie sposób przypiąć psów do lin - tak wyrywają!) Go! Malamuty poszły! W pierwszej parze Sheryf i Happy, Shakira dziś nie pobiegła. Zbliża się cieczka i suka jest wyraźnie w złym humorze. Grzesiek zmienił trasę, bo malamuty szybko się nudzą. Poza tym tylko w ten sposób można ćwiczyć komendy. Starą trasę biegną na pamięć. Przy zaprzęgu pierwszy raz pobiegł Apacz - nasz ,,synek" :) Ha, to dopiero będzie malamucisko! Jest wspaniały, szybki, błyskawicznie się uczy i biegnie w równym tempie z zaprzęgiem. Nie interesują go atrakcje leśne, jedynie zaprzęg. To świetna wróżba. Grzesiek wraca bardzo zadowolony, choć nieźle umorusany błotem. Psy wyraźnie zaspokojone, Apacz ,,padł", ale we śnie śmieje mu się pyszczek. Jest szczęśliwy.


8 LISTOPADA, MAYA - CZYLI MALAMUT - EMERYT W ZAPRZĘGU

 

Maya jest z nami 11 lat i to od niej zaczęła się nasza przygoda - życie z malamutami. Mówimy o niej Szefowa albo Ciotka :) Jej pierwszy poważny sukces zaprzęgowy to I miejsce w Międzynarodowych Wyścigach w 2001 r. na Słowacji. Biegła tam z Nuką i pożyczonym Egonem. Maya jest ciocią wszystkich kolejnych malamutów, które dość systematycznie przybywały do naszego stada. Poza Shakirą, którą cisnęła do ziemi od pierwszej chwili, kochała wszystkie maluchy. Największa więź łączy ją z Nuką, a największym zagrożeniem w hierarchii stada jest Tashu. Często zezują na siebie, ale i tak Maya ciągle rządzi. Najtrudniejsze są chwile, gdy Grzesiek szykuje psy do treningu, bo emerytka Maya za nic nie chce zrozumieć, że jej czas startów już minął... Suka skowyczy, lamentuje, skacze i wyrywa się do ubrania w szelki. Serce ściska. Grzesiek przypina ją do wózka z młodziutką Happy. Go! Maya wystrzela jak najszczęśliwszy pies na świecie. Galopuje... jakieś 100 metrów i zachwycona wraca do domu. Kochana Mayeczka. Nie możemy odbierać jej tej radości!

 


13 LISTOPADA, TRENING NA DWA WÓZKI

 

Na nasze treningi przyjeżdża coraz więcej hodowców i entuzjastów psich zaprzęgów. Trening ,,na dwa wózki" to świetna zaprawa nie tylko jeśli chodzi o rywalizację, ale również socjalizację psów. Polega to na tym, że w pierwszym zaprzęgu biegną psy doświadczone, za nimi - drugim zaprzęgiem - psy, które się uczą. A uczą się błyskawicznie! Psy wracają szczęśliwe i zmęczone, ale bardziej z emocji niż z wysiłku, bo trasa jeszcze krótka ;)

 

Po trenigu gorąca herbata dla ,,napalonych" właścicieli, pieski grzecznie odpoczywają, a sąsiedzi... są szczęśliwi, że wreszcie cicho :)

 

Czasem wspominam nasze pierwsze treningi, jakieś 10 lat temu, kiedy jeszcze ,,należeliśmy" do klubu Jukon. Co weekend do Żabieńca pod Warszawą przyjeżdżały całe rodziny, często z malutkimi dziećmi. Wszyscy mieszkali w Warszawie i mieli najczęściej jednego pieska. Treningi były czysto amatorskie, ale sprawiały nam dużą towarzyską przyjemność :) Prawdziwego maszerstwa uczyliśmy się później od Ajki i Andrzeja Wilczopolskiego - to nasze autorytety. Maszerstwem nazywam umiejętność obchodzenia się psami, mądrego planowania treningów, dobierania psów i tego pilnujemy na naszych treningach. Niedopuszczalne jest pogryzienie się psów, jakakolwiek przemoc czy przemęczenie zwięrząt. Nasze treningi wyraźnie przynoszą  zwierzakom radość i oto tylko nam chodzi. Z ogromną przyjemnością obserwujemy jak wystawowe malamuty, zabrane przed chwilą z wygodnego fotela, ubrane w szelki przemieniają się w ,,oszalałe bestie" gotowe pokonać w błocie parę kilometrów. Ha, ale frajda!


18 LISTOPADA, WYŚCIGI PSICH ZAPRZĘGÓW W NADARZYNIE

 

Dla niektórych maszerów wyścigi w Nadarzynie były podsumowaniem Pucharu Polski, dla nas - rozpoczęciem sezonu :) Towarzyszyli nam Ela, Krzysiek i Nikola, Kasia i Tomek, Rafał oraz ich malamuty.

 

Było nam baaardzo miło :) Justynka spotkała się ze znajomymi z wakacyjnego obozu kondycyjnego juniorów.

 

Pierwszego dnia Grzesiek zajął IV miejsce, drugiego... nie wystartowaliśmy!

Wracając w sobotę do domu odpadło nam koło od przyczepy. To chyba za karę, że nie zostaliśmy na Wieczorze Maszera, ha! Szczęśliwie, chociaż bardzo wolno i na światłach awaryjnych, dotarliśmy do domu, jednak nie było już szans na wyjazd o świcie...

 

Trudno. Pierwszy raz nie ukończyliśmy wyścigów, ale... wynagrodziliśmy to sobie spaniem aż do 10-tej :)

 

Aha, bardzo nam się podobał start na stadionie. Pierwszy raz można było tak długo podziwiać biegnące psy, bo dotychczas na wszystkich zawodach zaprzęgi bardzo szybko znikały w lesie :)

 

 


6 GRUDNIA, GRUDZIEŃ JAK WIOSNA

 

Psy ciągle czekają na śnieg, bo ta wiosenna pogoda to już im się nudzi... Tak jakoś monotonnie i ciepło, a tu fajnie by było wskoczyć w śnieżną zaspę, wyturlać się w białej pierzynce, pójść śladem zająca...

Dziś malamuty pierwszy raz miały trening z hulajnogą, a propos wiosny chyba :) A tak poważnie, to Grzesiek bardzo chciał sprawdzić czym różni się jazda na hulajnodze od jazdy na wózku. Ano się różni! Przede wszystkim wygląda dużo mniej profesjonalnie i jest o wiele bardziej niebezpieczna, ale... ma i swoje plusy...

Tym razem malamuty biegły dwójkami. Z Shakirą i Sheryfem pobiegł luzem Apacz. Ogromną zaletą naszej okolicy jest to, że mamy absolutny komfort bezpieczeństwa, bo droga i samochody daleko, a wokół tylko las, łąki i pola.

 

8-10 GRUDNIA, LAS ŁAGIEWNICKI

 

Wyścigi Psich Zaprzęgów 
II oficjalne Mistrzostwa Polski Seniorów w sprincie w warunkach bezśnieżnych
POLSKIEGO ZWIĄZKU SPORTU PSICH ZAPRZĘGÓW

 

 

Na Mistrzostwa Polski Grzesiek pojechał tylko z dwoma psami, bo nie udało nam się naprawić przyczepy po pechowym powrocie z Nadarzyna.

 

W klasie D2 starowało 7 zaprzęgów, w tym tylko trzy z malamutami, pozostałe z grenlandami. Grzegorz dzielnie ścigał się z dwoma zaprzęgami grenlandów. Pierwszego dnia wyścigu był V, drugiego dnia IV -  tuż za gronkami Andrzeja Andrzejewskiego, trzeciego przegonił je, ale niestety nasz zaprzęg dogoniły grenlandy Olgi Kaczmarek L Ostatecznie Mistrzostwa ukończyliśmy i tak na IV miejscu. Mimo wielkiej wiary w malamuty wiemy i wiedzą to wszyscy maszerzy, którzy ,,przesiedli się” z nich na grenlandy, greystery czy alaskan husky, że malamut to pies niebywale silny, ale nie tak szybki jak wymienione rasy. Pozostałe malamuty w tej klasie zajęły VI i VII miejsce.

 

Wielki nasz podziw wzbudziły malamuty maszera Maćka Tomaszewskiego. Są niesamowite! Smukłe, wytrenowane, galopując dzielnie w zaprzęgu z alaskan husky wywalczyły sobie III miejsce i samodzielnie IV miejsce w C2. Zdumiona patrzyłam jak mkną za tamtymi ,,oszołomami” i cieszyłam się ogromnie, bo widok galopujących malamutów jest wspaniały! To wielka sztuka i doświadczenie nauczyć malamuty galopować, a nie kłusować czy biec szybkim truchtem. Zwykle trudno je do tego namówić, tymczasem... te psy pędziły jak wiatr!

 

Szkoda, że my nie stanęliśmy na podium, ale i tak jesteśmy dumni z Sheryfa i Shakiry. Każdego dnia miały podobny czas, tzn. że kondycyjnie były dobrze przygotowane.

 

Mistrzostwa Polski w drylandzie (czyli na wózkach) to nasze dopiero drugie zawody w tym sezonie, a więc trzymajcie kciuki!

 

Organizacja zawodów była bardzo dobra (pomijając humor leśniczego, który pierwszego dnia zawodów samochodem zablokował trasę), ,,wieczór maszera” ubarwiał magik czarujący kurze jajka, jedliśmy bigos i piliśmy piwko. Ostatniego dnia niektórym zawodnikom najwyraźniej puściły nerwy i troszkę zapomnieli, że w tym sporcie najważniejsze jest dobro psa a nie kariera, ale ufam, że to chwilowe zaćmienie...

 


 

21 GRUDNIA - PSIE OGONY

 

Nie sposób wyrazić jaką radością jest jechanie zaprzęgiem i wpatrywanie się w współpracujące malamuty. Czym szybciej biegną, tym ogony opuszczają niżej, kity prawie nieruchomieją, jakby miały nie przeszkadzać w utrzymaniu równego tempa i oddechu.

 

Gdy psy zwolnią, ogony nabierają życia. Jak maszer zawoła na psy, to czasem nawet sobie zamerdają :)

Ech, żeby tylko znów ruszyć zaprzęgiem!

 

 

 


 

29 GRUDNIA - BIEG WSTECZNY

 

Dzisiejszy trening to kolejna gonitwa: malamuty Grześka gonią husky Justyny. Nic tak nie mobilizuje psy, jak współzawodnictwo. Tak więc najpierw ruszyła Justyna z 4 husky na 6 km trasę z górkami, a za nią Grzesiek z Shakirą i Sheryfem. Psy galopowały całą drogę! Potem pobiegły 2 husky, a za nimi Nuka i Tashu. Tempo trochę mniejsze, ale i tak Nuka bardzo starała się dogonić husky Bajkę, by ją zjeść (ciągle nie daruje jej pogryzionej łapy!) Kolejna tura to znów Sheryf i dwie młodziutkie malamutki: Happy i jej koleżanka. Sheryf jest świetnym liderem i znakomicie uczy młode psy. Posłusznie wyrywa do przodu, doskonale reaguje na komendy i jest przy tym bardzo cierpliwy i bez cienia agresji (co u samców malamutów jest w cenie :)) Happy biega w zaprzęgu od dwóch miesięcy, natomiast jej koleżanka była na treningu dopiero trzeci raz. Dziś przebiegła bardzo ładnie aż... 200 metrów, po czym ,,włączyła wsteczny bieg" i ani rusz! Jej właściciele widząc z daleka, że zaprzęg stanął, ruszyli na ratunek swojej suczce i... przywieźli na start w samochodzie. Malamutka teraz wie, że warto zatrzymać zaprzęg, bo: po pierwsze - nagle, niewiadomo skąd, zjawiają się jej ukochani właściciele, po drugie - zabierają do bagażnika na miękki kocyk i nie każą się zmęczyć, po trzecie - czule pieszczą i chwalą, i po czwarte - jest w centrum zainteresowania, tak jak przystoi prawdziwej jedynaczce :)

 

Oj, oj, malamuty to kochane i cwane psiska i świetnie potrafią owinąć sobie Pana wokół palca :)

 

Po tym treningu mamy takie spostrzeżenie: zupełnie inaczej pracuje w zaprzęgu pies wychowujący się z innymi malamutami, a zupełnie inaczej jedynak. Psy ze stada mają wielką radość ze współpracy i aż kipią przed treningiem. Jedynakowi potrzeba dużo więcej czasu na zaklimatyzowanie się i dopiero wtedy nadzieja na złapanie bakcyla. Łatwiej jest z psami otwartymi, bez kompleksów (ale też bez agresji), o wiele trudniej z zalęknionymi. Czasem wręcz treningi są niemożliwe, bo kulący się ze strachu pies, prowokuje inne do dominowania go. Tak więc tylko cierpliwość i konsekwentne działania przyniosą skutki. I wiara w to, że psu nie dzieje się krzywda, a bieganie w zaprzęgu rozwinie jego krzepę i wzmocni relacje z innymi psami.


31 GRUDNIA, TRENING W SŁOŃCU

Dziś psy miały fantastyczne humory i świetnie biegły (poza Jerrym Justyny, który w dwójce się zbuntował i musiał biec z 4 suczkami) Malamuty startowały na dwa razy: najpierw czwórka z Shakirą, Sheryfkiem, Nuką i Tashu, potem dwójka z Mayą i Happy. Te drugie tak dziś wystrzeliły, że niespodziewający się galopu Grzesiek, oberwał błotem po oczach (normalnie to zakłada ochronne okulary ;) I co w takiej sytuacji robi doświadczony maszer??? W panice woła ukochaną żonę!!! :))) Oczywiście żartuję, ale tym razem byłam pod ręką i funkcja fotografa zamieniła się w pierwszą pomoc, co nieźle rozbawiło Krzyśka, który jechał za Grześkiem.

 

Treningi to nałóg. Trudno wyobrazić sobie udany dzień bez psów...

 


7 STYCZNIA, DESZCZOWY TRENING

 

Zbliża się koniec tygodnia. Ustalamy godzinę treningu w sobotę i niedzielę. Przyjeżdża jak zawsze Krzysiek z Nikolą

 

i Tantrą, właściciele jeszcze dwóch malamutów i psa husky. W sumie trenujemy 16 psów! Startujemy po trzy zaprzęgi. W pierwszej turze Justyna z 4 husky, Grzesiek z 2 malamutami i Krzysio na hulajnodze z Tantrą (Tantra na własnych łapach oczywiście :))

 

 

 

Grzesiek kieruje ich na nową trasę. Pada deszczyk, ale co tam, psom to nie przeszkadza :) Na leśnej drodze kałuże głębokie za kostkę, na 5 m szerokie i długie. Malamuty stanęły w samym środku wody i nie chciały biec dalej. Grzesiek zszedł z wózka...psy ruszyły :) Nogi przemoczone. Husky wykorzystały tę sytuację i wyminęły Sheryfa i Shakirę. Prowadziły aż do drogi asfaltowej. Tam znów zamiana. Prowadzą malamuty. Nowa trasa, nowe skręty, husky trochę zdezorientowane, Krzysiek zachwycony trudnościami terenowymi... Docierają do mety. Za chwilę następne psiaki...

 

W pierwszej parze Nuka i Tashu, za nimi Happy i młodziutki Apacz. Na trasie Grzesiek zmienia kolejność. Prowadzi Apacz! Jest rewelacyjny!!! Za Grześkiem jedzie na hulajnodze z dwoma malamutami Mariusz. Zachwycony wykrzykuje, że super się jedzie, po czym... ląduje w glębokiej kałuży :))) Ech, przydały się osłonki na spodnie ;)

 

To był świetny trening! Ogólnie psy biegły bardzo dobrze, pogoda okazała się nie taka straszna. Fajna sprawa te zaprzęgi :)

 

 

 


13 STYCZNIA, PIES MASZERSKI W DOGOTERAPII

 

Jak ważne jest dziecko? Jego uczucia? Choroba? Samotność? Jego ból?

Ile na świecie jest dzieci, które kochają całym sercem i nie rozumieją czemu są inne?

 

 

Dziś byłam z Happy pierwszy raz w Szpitalu Dziecięcym pod Warszawą. Pacjentka Ania na przywitanie spytała czy ,,Happy ma guza?" Odpowiedziałam ,,nie", ale coś diabelnie mocno ścisnęło mnie w gardle... W czasie spotkania Ania wielokrotnie mówiła do Happy ,,kocham cię"... A jej rodzice spytali czy będziemy tu za tydzień...

 

Każdy potrzebuje wsparcia...

 

W codziennym pędzie, pracy, szkole, w okresie treningów i wyścigów, zawsze znajdziemy czas, by pomóc pokrzywdzonym dzieciom.

 

Ktoś powiedział mi, że ,,malamut wyścigowy nie nadaje się do dogoterapii".

To nie prawda...

 

 

 

 


18 STYCZNIA, PLANOWANIE

Mieliśmy wiele planów na ten sezon, m.in.: start w Pucharze Polski i w Pucharze Europy w Jakuszycach i Puchar Polski w Cisnej.

 

W Jakuszycach planowaliśmy spędzić 2 tygodnie na trenowaniu na specjalnie przygotowanych trasach. Niestety, pogoda spłatała nam figla i wyścigi zostały odwołane. Zawody w Cisnej przełożono na inny termin, ale wszystko zależy od... śniegu. Spadnie? Nie spadnie?

 

Mamy nadzieję, że już w lutym weźmiemy udział w wyścigach na śniegu w Mistrzostwach Europy na Słowacji i zawodach w Korczewie. Chęci mamy ogromne, ale nie wiemy co przyniesie los. Póki co psy trochę się nudzą, a Grzesiek spala energię... na budowaniu naszego domu :)

 


21 STYCZNIA, CÓRKA MASZERA = MASZERKA!

 

Sportem psich zaprzegów zajmujemy się od dawna. Nasza starsza córka Justynka ma 15 lat i trenuje już trzeci sezon i to z sukcesami: jest V-ce Mistrzynią Juniorów 2005 :) Paulinka dopiero teraz (13 lat) zaczyna ,,łapać bakcyla", zapewne za sprawą m.in. Nikoli, która od października przyjeżdża do nas na treningi. Dziewczynki z radością przygotowują psy do treningu, ubierają w szelki, podpinają, po treningu dają wodę do picia, rozbierają z szelek i odprowadzają psy do kenelu. Wszystko to pod czujnym okiem Grześka i Justynki.

Dziś na trening ruszyły dwie tury: najpierw Grzesiek z 4 malamutami i Krzysiek z 4 husky  (Krzysio skorzystał z nieobecności Justynki). Potem na trasę pojechały dziewczynki z malamutami: Paula z Apaczem, Mikola z Tantrą, a prowadził je Grzesiek z Mają i Happy. Wracając Paula dogoniła Grześka i tak córka z ojcem dotarli do domu na ogonie mając Nikolę z Tantrą. Ale zabawa! Dziewczynki jeszcze jakiś czas komentowały i przeżywały trening :) Myślę, że zaprzęgi to jeden ze sportów, który na pewno łączy ludzi i... psy oczywiście :) To świetna rodzinna pasja!

 

 


25 STYCZNIA, KADRA NARODOWA JUNIORÓW

Dziś dostaliśmy informację, że nasza Justynka jest zakwalifikowana do Kadry Narodowej Juniorów!!! Jesteśmy dumni :)


 

27 STYCZNIA, WRESZCIE BIAŁO!

Koniec stycznia i wreszcie doczekaliśmy się prawdziwej zimy! Psy są zachwycone, pyski roześmiane, humory wspaniałe, kipi w nich energia... No, czas na trening z saniami! Zanim Grześ przygotował liny i uprzęże, Nuka oznajmiła stojąc na środku drogi całej okolicy, że za chwilę trening. Zauważyłam, że Nuka właśnie w ten szczególny sposób - wyjąc, rozładowuje emocje. Ludzie na wsi niestety są przesądni i nie lubią wycia psów, dla nas to ,,wilcze śpiewanie" :)

Grzesiek pojechał ,,na szóstce". Shaki ma cieczkę i mimo rozpaczy została w kennelu, jej miejsce w zaprzęgu zajęła... Maya :) Oj, nasza staruszka ciągle uwielbia bieganie i trzeba przyznać, że na śniegu radzi sobie po prostu genialnie:)
To był szczęśliwy dzień...

 

 

 


 

6 LUTEGO,  KLAPA BO CHLAPA

 

Był śnieg, nie ma śniegu, po treningu i ,,po biegu". Taka chlapa, że niedzielny trening był niemożliwy: zero śniegu, a wózek grzązł w błocie. Malamuty szybko się zorientowały i całą bandą pobiegły do furtki, która prowadzi na pola i łąki i zażądały długiego spaceru na wolności :) Nasze stado zawsze biega ,,luzem", bo psy grzecznie wracają na zawołanie i słuchają poleceń. Gdy wypatrzą jakąś zwierzynę to... gorzej :) Wtedy na zawołanie wraca już tylko Sheryfek.

 

W ten weekend odbyły się zawody w Cisnej. Nie mogliśmy pojechać, bo Grzesiek musi nadzorować wykańczanie budowy naszego domu. Cóż, czasem ambicje sportowe trzeba postawić na drugim miejscu...


WIELKANOC

 

Zaprzęgowce w poszukiwaniu wiosny potrafią przejść wiele kilometrów, gorzej gdy napotkają... wielkanocnego królika, bo wtedy mu nie popuszczą. A tak poważnie: malamuty biegające luzem to wspaniały trening! Buduje więź z człowiekiem, trenuje posłuszeństwo i wykonywanie komend (prawa, lewa, czekaj, naprzód, stój) i pozwala obserwować hierarchię w stadzie. Zauważyłam, że na spacerach najbardziej pilnuje się... Grześka lider w zaprzęgu czyli Sheryf. Potwierdza się fakt, że mają świetny kontakt i pies jest po prostu ,,oddany", a to najlepsza zaleta lidera. Jego naśladują młode psy. Najbardziej swobodnie zachowują się Nuka i Tashu, choć cały czas utrzymują tę samą odległość i pilnują kierunku ,,wycieczki". Posłuszeństwo psów odgrywa niebywałą rolę w zaprzęgu i nie chodzi tu tylko o reagowanie na kierunki, ale również w skrajnie trudnych sytuacjach jak np. wypadek na wózku czy saniach. Może zdarzyć się, że wózek podbije się na korzeniu lub wpadnie w dół i maszer z niego spadnie, wtedy jedyna szansa na zatrzymanie rozpędzonego zaprzęgu to... posłuszeństwo lidera. Tak więc warto pracować nad malamutami nie tylko podczas treningu, ale i... na wolności :)

 

Wiosną treningi odbywają się nadal regularnie, choć o wcześniejszej godzinie i często są krótsze... Czym bliżej lata, tym ich mniej. Psom też należy się urlop. Mam nadzieję, że dzięki temu blogowi, uchyliliśmy Wam rąbka naszej pasji i miłości do malamutów...

Do zobaczenia na szlaku!

 

 


KLUB RASY ALASKAN MALAMUTE

HOME   KLUB  ZASOBY  MALAMUTY  WYSTAWY  SPORT  HODOWLA 

ZDROWIE  SPONSORZY  DOWNLOAD  FORUM  GALERIA  LINKI  KONTAKT  ENGLISH


Prawa Autorskie Klub Rasy Alaskan Malamute. Wszystkie materiały zawarte w witrynie oraz w galerii są objęte prawami autorskimi. Nie zezwala się na ich publikację w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody autora.

© Copyright 2006 - Klub Rasy Alaskan Malamute