|
Sezon z życia
klubowych maszerów -
Blog maszera!
Elżbieta
Wydra
www.alaskanmalamut.pl
www.fundacja-alaska.org
Pewnie nie
raz zastanawialiście się jak to jest być prawdziwym maszerem ...
W tym
dzienniku znajdziecie zapis zdarzeń, przygód, miejsc i wspaniałych
psów, które - mimo, że złota polska jesień dopiero zakwita - są już
gotowe do walki z zamiecią, kopnym śniegiem i mrozem ... Przeżyjcie
ten sezon razem z klubowymi maszerami - Elą, Justyną Pauliną oraz
Grzegorzem - dzielcie z nimi wrażenia, sukcesy, przeczytajcie
refleksje i oczywiście pooglądajcie fotki!

Zapraszamy do świata treningów, wyścigów, codziennej
pracy
- świata zaprzęgów - czyli naszej pasji i radości
życia!
Ela, Justyna, Paulina i Grzegorz.
Z wielką radością przyjęłam propozycję Klubu na pisanie
dziennika ,,Sezon z życia maszera". Uprzedzam jednak, że są to
jedynie nasze emocje i wrażenia. Pisząc ten dziennik pragnę
podzielić się z wami naszą pasją i miłością do malamutów. Nie
mamy ambicji pouczania innych, ale pragniemy pokazać ile radości
daje nam uprawianie tego sportu.
Życzę przyjemnej zabawy, Ela Wydra.
|
15
PAŻDZIERNIKA, PIERWSZY TRENING
No, koniec leniuchowania i czas wziąć się do przyjemnej
pracy :)
Grzesiek krząta się w ,,szopce". Wyciąga wózek, pompuje
koła. Psy bacznie go obserwują. Na razie bez emocji, ale są
wyraźnie zainteresowane. Kiedy bierze do rąk szelki, psy
zrywają się ze swych miejsc, zaczynają tańczyć i ,,śpiewać".
Pędzą do Grześka, przepychają się, skaczą do góry, zawodzą
jak najgłośniej, żeby to je ubrać. Grzesiek zapina swoją
,,czwórkę" - Nuka, Tashu, Sheryf i Shakira. Nie wiadomo jak
zachowają się po długiej przerwie Nuka i Shaki, bo
generalnie się nie lubią i Shaki często wszczynała awantury.
Radość z treningu przeważyła ustalanie hierarchii. Luzem
pierwszy raz pobiegnie młodziutka Happy. Go, go! i psy jak
oszalałe pognały na znajomą trasę. Po kilkuset metrach
przeszły w szybki trucht, uczciwie ciągnęły i
współpracowały. Trasa krótka, bo jeszcze dość ciepło.
Malamuty wróciły szczęśliwe. Happy świetnie się spisała.
Wreszcie! Wreszcie czuły wiatr w uszach i równy oddech
współtowarzyszy w zaprzęgu. Praca w grupie to to, co
kochają. I głos swego pana, jego zachęty, pochwały, czasem
upomnienie. A po wszystkim pan zawsze podchodzi do każdego
psa i głaszcze po głowie, ,,dobry pies, dobry".
Na swój pierwszy trening przyjechała do nas malamutka Tantra
z Krzysiem i Nikolą. Grzegorz zapiął ją z Sheryfem. Jak
każdy malamut błyskawicznie zrozumiała o co chodzi.
Wystarczyło, że doświadczony pies pociągną ją za sobą. Po
treningu była wyraźnie zadowolona i uroczo uśmiechnięta. Oj,
spodobało się!
I
jeszcze trening Justyny z husky. Te zawsze fruną jak ptaki.
Lekkie, piękne psy. W pierwszej parze debiutuje biała Snowe
- nadzieja Justyny na świetnego lidera. Biegła kapitalnie.
I
po treningu. Opadają emocje. Psy zwijają się w kłębki i
śnią... może o Alasce..? Ale cicho...
22 PAŻDZIERNIKA, ZŁOTY TRENING
Na trening znów przyjechał Krzysio z
Nikolą i Tantrą oraz nowy malamut - Niko (z Rafałem).
Jeśli wszystko dobrze pójdzie Tantra będzie miała
świetnego kompana w zaprzęgu. Póki co ona biega z naszym
Sheryfem, a Niko z Shakirą albo Mają i Happy.
Nasza czwórka biega z zapałem i z
radością, a to najważniejsze:) Justyna fruwa ze swoimi
huskimi i niedużym obciążeniem czyli Nikolą. Pogoda
fantastyczna i cudnie złota. Wszyscy jesteśmy
szczęśliwi, a Krzysiek jadąc zaprzęgiem wydaje... dziwne
okrzyki, hi hi :)))
25
PAŻDZIERNIKA, TRENING MAŁŻEŃSKI
Dziś wsiadłam z Grześkiem na wózek.
Bardzo rzadko razem jeździmy. Psy pognały. Ledwie
wyrobiliśmy się na zakręcie! Jechaliśmy przez las. Wąska
droga, bardzo nierówna, na szczęście Grzesiek świetnie
,balansuje" hi hi :))) Pewien odcinek drogi to piach. Psy
wyraźnie zwolniły, ale szły równym krokiem, ciągnęły.
Wymknęło mi się ,,dobra Nusia". Suka zdziwiona zastrzygła
uszami, ale się nie odwróciła. Wcześniej nie zorientowała
się, że ja też jadę. Jakby popisując się przede mną jeszcze
mocniej szarpnęła do przodu. Znów twarda droga. Grzesiek
powiedział, że zwykle w tym miejscu rozpędzał psy, ale
ponieważ jadę z nim - dziś tego nie zrobi. Ha, on nie zrobił
nic, ale psy same przeszły w galop i musiałam bardzo mocno
trzymać się Grześka, żeby nie spaść! Fantastycznie! Grzesiek
zaczął radośnie wykrzykiwać jakieś niby-indiańskie okrzyki.
Tak, na zachętę, z emocji, z radości :) Nuka zastrzygła znów
uszami. ,,Nie rozśmieszaj psów!" - zawołałam. Ale fajnie
:))) Nie sposób opisać emocji, jakie towarzyszą treningom.
Grzesiek powiedział, że to był świetny bieg. Psy bardzo się
starały. Ja byłam zachwycona.
1 LISTOPADA, TRENING Z APACZEM
Od rana gęsta mrzawka. Grzesiek
przygotowuje wózek do treningu. Zaczyna mocno padać.
Trzeba poczekać, ewentualnie treningu nie będzie.
Psy plączą się między nogami. Też czekają. Dochodzi
południe. Zza chmur próbuje się przebić blade
słońce. Będzie trening! Szybko ubieramy psy.
Malamuty podniecone stoją już przy furtce. Nie dają
przejść. Grzesiek mocuje wózek do haka samochodu
(bez takiego zabezpieczenia nie sposób przypiąć psów
do lin - tak wyrywają!) Go! Malamuty poszły! W
pierwszej parze Sheryf i Happy, Shakira dziś nie
pobiegła. Zbliża się cieczka i suka jest wyraźnie w
złym humorze. Grzesiek zmienił trasę, bo malamuty
szybko się nudzą. Poza tym tylko w ten sposób można
ćwiczyć komendy. Starą trasę biegną na pamięć. Przy
zaprzęgu pierwszy raz pobiegł Apacz - nasz ,,synek"
:) Ha, to dopiero będzie malamucisko! Jest
wspaniały, szybki, błyskawicznie się uczy i biegnie
w równym tempie z zaprzęgiem. Nie interesują go
atrakcje leśne, jedynie zaprzęg. To świetna wróżba.
Grzesiek wraca bardzo zadowolony, choć nieźle
umorusany błotem. Psy wyraźnie zaspokojone, Apacz
,,padł", ale we śnie śmieje mu się pyszczek. Jest
szczęśliwy.
8 LISTOPADA, MAYA - CZYLI MALAMUT - EMERYT
W ZAPRZĘGU
Maya jest z nami 11 lat i
to od niej zaczęła się nasza przygoda -
życie z malamutami. Mówimy o niej Szefowa
albo Ciotka :) Jej pierwszy poważny sukces
zaprzęgowy to I miejsce w
Międzynarodowych Wyścigach w 2001 r. na
Słowacji. Biegła tam z Nuką i pożyczonym
Egonem. Maya jest ciocią wszystkich
kolejnych malamutów, które dość
systematycznie przybywały do naszego stada.
Poza Shakirą, którą cisnęła do ziemi od
pierwszej chwili, kochała wszystkie maluchy.
Największa więź łączy ją z Nuką, a
największym zagrożeniem w hierarchii stada
jest Tashu. Często zezują na siebie, ale i
tak Maya ciągle rządzi. Najtrudniejsze są
chwile, gdy Grzesiek szykuje psy do
treningu, bo emerytka Maya za nic nie chce
zrozumieć, że jej czas startów już minął...
Suka skowyczy, lamentuje, skacze i wyrywa
się do ubrania w szelki. Serce ściska.
Grzesiek przypina ją do wózka z młodziutką
Happy. Go! Maya wystrzela jak
najszczęśliwszy pies na świecie. Galopuje...
jakieś 100 metrów i zachwycona wraca do
domu. Kochana Mayeczka. Nie możemy odbierać
jej tej radości!
|
 |
 |
13 LISTOPADA, TRENING NA DWA WÓZKI
Na nasze treningi przyjeżdża coraz
więcej hodowców i entuzjastów psich
zaprzęgów. Trening ,,na dwa wózki"
to świetna zaprawa nie tylko jeśli
chodzi o rywalizację, ale również
socjalizację psów. Polega to na tym,
że w pierwszym zaprzęgu biegną psy
doświadczone, za nimi - drugim
zaprzęgiem - psy, które się uczą. A
uczą się błyskawicznie! Psy wracają
szczęśliwe i zmęczone, ale bardziej
z emocji niż z wysiłku, bo trasa
jeszcze krótka ;)
Po trenigu gorąca herbata dla
,,napalonych" właścicieli, pieski
grzecznie odpoczywają, a sąsiedzi...
są szczęśliwi, że wreszcie cicho :)
Czasem wspominam nasze pierwsze
treningi, jakieś 10 lat temu, kiedy
jeszcze ,,należeliśmy" do klubu
Jukon. Co weekend do Żabieńca pod
Warszawą przyjeżdżały całe rodziny,
często z malutkimi dziećmi. Wszyscy
mieszkali w Warszawie i mieli
najczęściej jednego pieska. Treningi
były czysto amatorskie, ale
sprawiały nam dużą towarzyską
przyjemność :) Prawdziwego
maszerstwa uczyliśmy się później od
Ajki i Andrzeja Wilczopolskiego - to
nasze autorytety. Maszerstwem
nazywam umiejętność obchodzenia się
psami, mądrego planowania treningów,
dobierania psów i tego pilnujemy na
naszych treningach. Niedopuszczalne
jest pogryzienie się psów,
jakakolwiek przemoc czy przemęczenie
zwięrząt. Nasze treningi wyraźnie
przynoszą zwierzakom radość i oto
tylko nam chodzi. Z ogromną
przyjemnością obserwujemy jak
wystawowe malamuty, zabrane przed
chwilą z wygodnego fotela, ubrane w
szelki przemieniają się w ,,oszalałe
bestie" gotowe pokonać w błocie parę
kilometrów. Ha, ale frajda!
18
LISTOPADA, WYŚCIGI PSICH ZAPRZĘGÓW W NADARZYNIE
Dla niektórych maszerów wyścigi w
Nadarzynie były podsumowaniem Pucharu Polski, dla
nas - rozpoczęciem sezonu :) Towarzyszyli nam Ela,
Krzysiek i Nikola, Kasia i Tomek, Rafał oraz ich
malamuty.
Było nam baaardzo miło :) Justynka spotkała się ze
znajomymi z wakacyjnego obozu kondycyjnego juniorów.
Pierwszego dnia Grzesiek zajął IV
miejsce, drugiego... nie wystartowaliśmy!
Wracając w sobotę do domu odpadło nam
koło od przyczepy. To chyba za karę, że nie
zostaliśmy na Wieczorze Maszera, ha! Szczęśliwie,
chociaż bardzo wolno i na światłach awaryjnych,
dotarliśmy do domu, jednak nie było już szans na
wyjazd o świcie...
Trudno. Pierwszy raz nie ukończyliśmy
wyścigów, ale... wynagrodziliśmy to sobie spaniem aż
do 10-tej :)
Aha, bardzo nam się podobał start na
stadionie. Pierwszy raz można było tak długo
podziwiać biegnące psy, bo dotychczas na wszystkich
zawodach zaprzęgi bardzo szybko znikały w lesie :)
6 GRUDNIA, GRUDZIEŃ JAK WIOSNA
Psy ciągle czekają na śnieg,
bo ta wiosenna pogoda to już im się nudzi... Tak
jakoś monotonnie i ciepło, a tu fajnie by było
wskoczyć w śnieżną zaspę, wyturlać się w białej
pierzynce, pójść śladem zająca...
Dziś malamuty pierwszy raz
miały trening z hulajnogą, a propos wiosny chyba
:) A tak poważnie, to Grzesiek bardzo chciał
sprawdzić czym różni się jazda na hulajnodze od
jazdy na wózku. Ano się różni! Przede wszystkim
wygląda dużo mniej profesjonalnie i jest o wiele
bardziej niebezpieczna, ale... ma i swoje
plusy...
Tym razem malamuty biegły
dwójkami. Z Shakirą i Sheryfem pobiegł luzem
Apacz. Ogromną zaletą naszej okolicy jest to, że
mamy absolutny komfort bezpieczeństwa, bo droga
i samochody daleko, a wokół tylko las, łąki i
pola.
8-10 GRUDNIA, LAS ŁAGIEWNICKI
Wyścigi Psich Zaprzęgów
II oficjalne Mistrzostwa Polski Seniorów w
sprincie w warunkach bezśnieżnych
POLSKIEGO ZWIĄZKU SPORTU PSICH ZAPRZĘGÓW
Na Mistrzostwa Polski Grzesiek pojechał tylko z
dwoma psami, bo nie udało nam się naprawić
przyczepy po pechowym powrocie z Nadarzyna.
W klasie D2 starowało 7 zaprzęgów, w tym tylko
trzy z malamutami, pozostałe z grenlandami.
Grzegorz dzielnie ścigał się z dwoma zaprzęgami
grenlandów. Pierwszego dnia wyścigu był V,
drugiego dnia IV - tuż za gronkami Andrzeja
Andrzejewskiego, trzeciego przegonił je, ale
niestety nasz zaprzęg dogoniły grenlandy Olgi
Kaczmarek L Ostatecznie Mistrzostwa ukończyliśmy
i tak na IV miejscu. Mimo wielkiej wiary w
malamuty wiemy i wiedzą to wszyscy maszerzy,
którzy ,,przesiedli się” z nich na grenlandy,
greystery czy alaskan husky, że malamut to pies
niebywale silny, ale nie tak szybki jak
wymienione rasy. Pozostałe malamuty w tej klasie
zajęły VI i VII miejsce.
Wielki nasz podziw wzbudziły malamuty maszera
Maćka Tomaszewskiego. Są niesamowite! Smukłe,
wytrenowane, galopując dzielnie w zaprzęgu z
alaskan husky wywalczyły sobie III miejsce i
samodzielnie IV miejsce w C2. Zdumiona patrzyłam
jak mkną za tamtymi ,,oszołomami” i cieszyłam
się ogromnie, bo widok galopujących malamutów
jest wspaniały! To wielka sztuka i doświadczenie
nauczyć malamuty galopować, a nie kłusować czy
biec szybkim truchtem. Zwykle trudno je do tego
namówić, tymczasem... te psy pędziły jak wiatr!
Szkoda, że my nie stanęliśmy na podium, ale i
tak jesteśmy dumni z Sheryfa i Shakiry. Każdego
dnia miały podobny czas, tzn. że kondycyjnie
były dobrze przygotowane.
Mistrzostwa Polski w drylandzie (czyli na
wózkach) to nasze dopiero drugie zawody w tym
sezonie, a więc trzymajcie kciuki!
Organizacja zawodów była bardzo dobra (pomijając
humor leśniczego, który pierwszego dnia zawodów
samochodem zablokował trasę), ,,wieczór maszera”
ubarwiał magik czarujący kurze jajka, jedliśmy
bigos i piliśmy piwko. Ostatniego dnia niektórym
zawodnikom najwyraźniej puściły nerwy i troszkę
zapomnieli, że w tym sporcie najważniejsze jest
dobro psa a nie kariera, ale ufam, że to
chwilowe zaćmienie...
21
GRUDNIA - PSIE OGONY
Nie sposób wyrazić jaką radością jest jechanie
zaprzęgiem i wpatrywanie się w współpracujące
malamuty. Czym szybciej biegną, tym ogony
opuszczają niżej, kity prawie nieruchomieją,
jakby miały nie przeszkadzać w utrzymaniu
równego tempa i oddechu.
Gdy psy zwolnią, ogony nabierają życia. Jak
maszer zawoła na psy, to czasem nawet sobie
zamerdają :)
Ech, żeby tylko znów ruszyć zaprzęgiem!

29
GRUDNIA - BIEG WSTECZNY
Dzisiejszy trening to kolejna gonitwa:
malamuty Grześka gonią husky Justyny.
Nic tak nie mobilizuje psy, jak
współzawodnictwo. Tak więc najpierw
ruszyła Justyna z 4 husky na 6 km trasę
z górkami, a za nią Grzesiek z Shakirą i
Sheryfem. Psy galopowały całą drogę!
Potem pobiegły 2 husky, a za nimi Nuka i
Tashu. Tempo trochę mniejsze, ale i tak
Nuka bardzo starała się dogonić husky
Bajkę, by ją zjeść (ciągle nie daruje
jej pogryzionej łapy!) Kolejna tura to
znów Sheryf i dwie młodziutkie malamutki:
Happy i jej koleżanka. Sheryf jest
świetnym liderem i znakomicie uczy młode
psy. Posłusznie wyrywa do przodu,
doskonale reaguje na komendy i jest przy
tym bardzo cierpliwy i bez cienia
agresji (co u samców malamutów jest w
cenie :)) Happy biega w zaprzęgu od
dwóch miesięcy, natomiast jej koleżanka
była na treningu dopiero trzeci raz.
Dziś przebiegła bardzo ładnie aż... 200
metrów, po czym ,,włączyła wsteczny
bieg" i ani rusz! Jej właściciele widząc
z daleka, że zaprzęg stanął, ruszyli na
ratunek swojej suczce i... przywieźli na
start w samochodzie. Malamutka teraz
wie, że warto zatrzymać zaprzęg, bo: po
pierwsze - nagle, niewiadomo skąd,
zjawiają się jej ukochani właściciele,
po drugie - zabierają do bagażnika na
miękki kocyk i nie każą się zmęczyć, po
trzecie - czule pieszczą i chwalą, i po
czwarte - jest w centrum
zainteresowania, tak jak przystoi
prawdziwej jedynaczce :)
Oj, oj, malamuty to kochane i cwane
psiska i świetnie potrafią owinąć sobie
Pana wokół palca :)
Po tym treningu mamy takie
spostrzeżenie: zupełnie inaczej pracuje
w zaprzęgu pies wychowujący się z innymi
malamutami, a zupełnie inaczej jedynak.
Psy ze stada mają wielką radość ze
współpracy i aż kipią przed treningiem.
Jedynakowi potrzeba dużo więcej czasu na
zaklimatyzowanie się i dopiero wtedy
nadzieja na złapanie bakcyla. Łatwiej
jest z psami otwartymi, bez kompleksów
(ale też bez agresji), o wiele trudniej
z zalęknionymi. Czasem wręcz treningi są
niemożliwe, bo kulący się ze strachu
pies, prowokuje inne do dominowania go.
Tak więc tylko cierpliwość i
konsekwentne działania przyniosą skutki.
I wiara w to, że psu nie dzieje się
krzywda, a bieganie w zaprzęgu rozwinie
jego krzepę i wzmocni relacje z innymi
psami.
31 GRUDNIA, TRENING W SŁOŃCU
Dziś psy miały fantastyczne humory i
świetnie biegły (poza Jerrym Justyny, który
w dwójce się zbuntował i musiał biec z 4
suczkami) Malamuty startowały na dwa razy:
najpierw czwórka z Shakirą, Sheryfkiem, Nuką
i Tashu, potem dwójka z Mayą i Happy. Te
drugie tak dziś wystrzeliły, że
niespodziewający się galopu Grzesiek,
oberwał błotem po oczach (normalnie to
zakłada ochronne okulary ;) I co w takiej
sytuacji robi doświadczony maszer??? W
panice woła ukochaną żonę!!! :))) Oczywiście
żartuję, ale tym razem byłam pod ręką i
funkcja fotografa zamieniła się w pierwszą
pomoc, co nieźle rozbawiło Krzyśka, który
jechał za Grześkiem.
Treningi to nałóg. Trudno wyobrazić sobie udany
dzień bez psów...

7 STYCZNIA, DESZCZOWY TRENING
Zbliża się koniec tygodnia. Ustalamy godzinę
treningu w sobotę i niedzielę. Przyjeżdża jak
zawsze Krzysiek z Nikolą
i Tantrą, właściciele jeszcze dwóch malamutów i
psa husky. W sumie trenujemy 16 psów! Startujemy
po trzy zaprzęgi. W pierwszej turze Justyna z 4
husky, Grzesiek z 2 malamutami i Krzysio na
hulajnodze z Tantrą (Tantra na własnych łapach
oczywiście :))

Grzesiek kieruje ich na nową trasę. Pada
deszczyk, ale co tam, psom to nie przeszkadza :)
Na leśnej drodze kałuże głębokie za kostkę, na 5
m szerokie i długie. Malamuty stanęły w samym
środku wody i nie chciały biec dalej. Grzesiek
zszedł z wózka...psy ruszyły :) Nogi
przemoczone. Husky wykorzystały tę sytuację i
wyminęły Sheryfa i Shakirę. Prowadziły aż do
drogi asfaltowej. Tam znów zamiana. Prowadzą
malamuty. Nowa trasa, nowe skręty, husky trochę
zdezorientowane, Krzysiek zachwycony
trudnościami terenowymi... Docierają do mety. Za
chwilę następne psiaki...
W pierwszej parze Nuka i Tashu, za nimi Happy i
młodziutki Apacz. Na trasie Grzesiek zmienia
kolejność. Prowadzi Apacz! Jest rewelacyjny!!!
Za Grześkiem jedzie na hulajnodze z dwoma
malamutami Mariusz. Zachwycony wykrzykuje, że
super się jedzie, po czym... ląduje w glębokiej
kałuży :))) Ech, przydały się osłonki na spodnie
;)
To był świetny trening! Ogólnie psy biegły
bardzo dobrze, pogoda okazała się nie taka
straszna. Fajna sprawa te zaprzęgi :)
13 STYCZNIA, PIES MASZERSKI W DOGOTERAPII
|
Jak ważne
jest dziecko? Jego uczucia? Choroba?
Samotność? Jego ból?
Ile na
świecie jest dzieci, które
kochają całym sercem i nie
rozumieją czemu są inne?

|
Dziś byłam z Happy pierwszy raz w
Szpitalu Dziecięcym pod Warszawą.
Pacjentka Ania na przywitanie spytała
czy ,,Happy ma guza?" Odpowiedziałam
,,nie", ale coś diabelnie mocno ścisnęło
mnie w gardle... W czasie spotkania Ania
wielokrotnie mówiła do Happy ,,kocham
cię"... A jej rodzice spytali czy
będziemy tu za tydzień...
Każdy potrzebuje wsparcia...
W codziennym pędzie, pracy, szkole, w
okresie treningów i wyścigów, zawsze
znajdziemy czas, by pomóc pokrzywdzonym
dzieciom.
Ktoś powiedział mi, że ,,malamut
wyścigowy nie nadaje się do dogoterapii".
18 STYCZNIA, PLANOWANIE
Mieliśmy wiele planów na ten sezon,
m.in.: start w Pucharze Polski i w
Pucharze Europy w Jakuszycach i Puchar
Polski w Cisnej.
W Jakuszycach planowaliśmy spędzić 2
tygodnie na trenowaniu na specjalnie
przygotowanych trasach. Niestety, pogoda
spłatała nam figla i wyścigi zostały
odwołane. Zawody w Cisnej przełożono na
inny termin, ale wszystko zależy od...
śniegu. Spadnie? Nie spadnie?
Mamy nadzieję, że już w lutym weźmiemy
udział w wyścigach na śniegu w
Mistrzostwach Europy na Słowacji i
zawodach w Korczewie. Chęci mamy
ogromne, ale nie wiemy co przyniesie
los. Póki co psy trochę się nudzą, a
Grzesiek spala energię... na budowaniu
naszego domu :)
21 STYCZNIA, CÓRKA MASZERA = MASZERKA!
Sportem psich
zaprzegów zajmujemy się od dawna. Nasza starsza
córka Justynka ma 15 lat i trenuje już trzeci
sezon i to z sukcesami: jest V-ce Mistrzynią
Juniorów 2005 :) Paulinka dopiero teraz (13 lat)
zaczyna ,,łapać bakcyla", zapewne za sprawą
m.in. Nikoli, która od października przyjeżdża
do nas na treningi. Dziewczynki z radością
przygotowują psy do treningu, ubierają w szelki,
podpinają, po treningu dają wodę do picia,
rozbierają z szelek i odprowadzają psy do
kenelu. Wszystko to pod czujnym okiem Grześka i
Justynki.
Dziś na
trening ruszyły dwie tury: najpierw Grzesiek z 4
malamutami i Krzysiek z 4 husky (Krzysio
skorzystał z nieobecności Justynki). Potem na
trasę pojechały dziewczynki z malamutami: Paula
z Apaczem, Mikola z Tantrą, a prowadził je
Grzesiek z Mają i Happy. Wracając Paula dogoniła
Grześka i tak córka z ojcem dotarli do domu na
ogonie mając Nikolę z Tantrą. Ale zabawa!
Dziewczynki jeszcze jakiś czas komentowały i
przeżywały trening :) Myślę, że zaprzęgi to
jeden ze sportów, który na pewno łączy ludzi
i... psy oczywiście :) To świetna rodzinna
pasja!

25 STYCZNIA, KADRA NARODOWA JUNIORÓW
Dziś dostaliśmy informację, że nasza Justynka
jest zakwalifikowana do Kadry Narodowej
Juniorów!!! Jesteśmy dumni :)
27 STYCZNIA, WRESZCIE BIAŁO!Koniec
stycznia i wreszcie doczekaliśmy się prawdziwej
zimy! Psy są zachwycone, pyski roześmiane,
humory wspaniałe, kipi w nich energia... No,
czas na trening z saniami! Zanim Grześ
przygotował liny i uprzęże, Nuka oznajmiła
stojąc na środku drogi całej okolicy, że za
chwilę trening. Zauważyłam, że Nuka właśnie w
ten szczególny sposób - wyjąc, rozładowuje
emocje. Ludzie na wsi niestety są przesądni i
nie lubią wycia psów, dla nas to ,,wilcze
śpiewanie" :)
Grzesiek pojechał ,,na szóstce". Shaki ma
cieczkę i mimo rozpaczy została w kennelu, jej
miejsce w zaprzęgu zajęła... Maya :) Oj, nasza
staruszka ciągle uwielbia bieganie i trzeba
przyznać, że na śniegu radzi sobie po prostu
genialnie:)
To był szczęśliwy dzień...

6 LUTEGO, KLAPA BO CHLAPA
Był śnieg, nie ma śniegu, po
treningu i ,,po biegu". Taka chlapa, że
niedzielny trening był niemożliwy: zero śniegu,
a wózek grzązł w błocie. Malamuty szybko się
zorientowały i całą bandą pobiegły do furtki,
która prowadzi na pola i łąki i zażądały
długiego spaceru na wolności :) Nasze
stado zawsze biega ,,luzem", bo psy grzecznie
wracają na zawołanie i słuchają poleceń. Gdy
wypatrzą jakąś zwierzynę to... gorzej :) Wtedy
na zawołanie wraca już tylko Sheryfek.
W ten weekend odbyły się zawody w
Cisnej. Nie mogliśmy pojechać, bo Grzesiek musi
nadzorować wykańczanie budowy naszego domu. Cóż,
czasem ambicje sportowe trzeba postawić na
drugim miejscu...
WIELKANOC
Zaprzęgowce w
poszukiwaniu wiosny potrafią przejść wiele
kilometrów, gorzej gdy napotkają...
wielkanocnego królika, bo wtedy mu nie
popuszczą. A tak poważnie: malamuty biegające
luzem to wspaniały trening! Buduje więź z
człowiekiem, trenuje posłuszeństwo i wykonywanie
komend (prawa, lewa, czekaj, naprzód, stój) i
pozwala obserwować hierarchię w stadzie.
Zauważyłam, że na spacerach najbardziej pilnuje
się... Grześka lider w zaprzęgu czyli Sheryf.
Potwierdza się fakt, że mają świetny kontakt i
pies jest po prostu ,,oddany", a to najlepsza
zaleta lidera. Jego naśladują młode psy.
Najbardziej swobodnie zachowują się Nuka i Tashu,
choć cały czas utrzymują tę samą odległość i
pilnują kierunku ,,wycieczki". Posłuszeństwo
psów odgrywa niebywałą rolę w zaprzęgu i nie
chodzi tu tylko o reagowanie na kierunki, ale
również w skrajnie trudnych sytuacjach jak np.
wypadek na wózku czy saniach. Może zdarzyć się,
że wózek podbije się na korzeniu lub wpadnie w
dół i maszer z niego spadnie, wtedy jedyna
szansa na zatrzymanie rozpędzonego zaprzęgu
to... posłuszeństwo lidera. Tak więc warto
pracować nad malamutami nie tylko podczas
treningu, ale i... na wolności :)
Wiosną
treningi odbywają się nadal regularnie, choć o
wcześniejszej godzinie i często są krótsze...
Czym bliżej lata, tym ich mniej. Psom też należy
się urlop. Mam nadzieję, że dzięki temu blogowi,
uchyliliśmy Wam rąbka naszej pasji i miłości do
malamutów...
Do zobaczenia na szlaku!

|