|
Próby Uciągu - Wysoka 2005
trustin
http://republika.pl/trustin
Nikt nie wiedział czym zaskoczy nas tego dnia
wiosenna aura, tym bardziej pod znakiem zapytania stał sens
przemierzenia sporych kilometrów do miejscowości Wysoka, która
według nas znajdowała się gdzieś na końcu świata, a w której właśnie
tego dnia mieliśmy po raz pierwszy zobaczyć zawody w próbach uciągu.
Za nic mając znużenie zmaganiami wystawowymi poprzedniego dnia w
Łodzi, spakowaliśmy nasze malamuty, ich uprzęże i ruszyliśmy na
spotkanie burzowej chmurze.
|

widok z Radockiej Góry, foto KRAM |
Nieco spóźnieni, nie bez pomocy bratnich malamucich
dusz, wjechaliśmy w końcu na szczyt Radockiej Góry, gdzie świeciło
piękne słońce i drugi dzień zawodów trwał już na całego. Musiał
potrwać jeszcze chwilę bez nas, bo oszołomieni widokiem
roztaczającym się z Radockiej dochodziliśmy do zdania, że tu świat
się wcale nie kończy, a właśnie rozpoczyna! Bezkres kwietnych
wiosennych łąk z ośnieżonym szczytem Babiej Góry w tle był już sam w
sobie wynagrodzeniem naszej tułaczki. Mogliśmy więc przyjrzeć się w
końcu zawodom.
Centrum uwagi stanowił „korytarz”, czyli otoczony
bandami ring, w środku którego usytuowano wóz na szynach,
przywodzący na myśl antyczne machiny oblężnicze. Dwaj sympatyczni
panowie z zapałem ładowali na ów wóz betonowe bloki, a napis powyżej
wskazywał ich aktualną wagę: 530 kilogramów! Energiczny głos z
głośników należący do Pana Jerzego Prochala – prowadzącego imprezę
organizatora zawodów - nieustannie zachęcał do podjęcia próby uciągu
tych właśnie 530 kilogramów. Do machiny podchodziły więc coraz to
nowe malamuty i husky i próbowały przeciągnąć ładunek na odległość 5
metrów, która to odległość pozwalała zaliczyć próbę. Nie bez
znaczenia był też czas, w którym pies zdołał sprawić się z zadaniem,
natomiast niewątpliwym utrudnieniem było to, że właściciel mógł
jedynie z daleka zachęcać swojego pupila do pracy, jednak w żadnym
wypadku nie mógł nęcić go jedzeniem.
Szybko przekonaliśmy się, że wcale nie przyjechali
tutaj – jak się obawialiśmy - jedynie wytrenowani zawodowcy. Wiele
piesków próbowało swych sił pierwszy raz i nie zawsze z powodzeniem.
Dlatego i my postanowiliśmy spróbować naszych sił. To znaczy sił
naszych malamutów! Psiaki zostały zważone, przypisane do swoich
kategorii wagowych, otrzymały numery startowe, a my kupony na
grochówkę, której zapach już od jakiegoś czasu dobiegał z
ulokowanego nieopodal polowego barku.
Ku naszemu zdziwieniu próby uciągu okazały się nie
polegać jedynie na sile, którą wszystkie bez wyjątku startujące
pieski z całą pewnością posiadały. Chodziło o coś więcej. Mimo tego,
że w centrum uwagi znajdował się pies to na sukces musiał pracować
zespół: właściciel i pies! Praca człowieka polegała na tym, aby w
całym tym zamieszaniu krzyków, głośnej muzyki i zapachów pokonać
barierę odległości i nawiązać kontakt z psem: skupić na sobie jego
uwagę, wysłać sygnał uspokajający i zachęcić do zabawy – czyli
uciągu. Najtrudniejszy jest pierwszy raz, gdy pies musi zrozumieć
sens zabawy, przekonać się, że potrafi mimo obciążenia się poruszać,
a że jest do tego naturalnie przystosowany (silny) prędko odnajduje
właściwą technikę i za chwilę jest już przy właścicielu. Smaczna
nagroda pojawiająca się na mecie nie jest bez znaczenia przy
podejściu do kolejnej próby.
|

foto Beata Patrzałek |
|

foto Beata Patrzałek |
Ta zabawa - jak każda - po pewnym czasie ma prawo się
znudzić każdemu psu. W zawodach weight pulling ważna więc jest
strategia umożliwiająca zachowanie entuzjazmu psa aż do decydujących
prób. Podpatrując doświadczonych zawodników przekonaliśmy się, że
ich psy nie biorą udziału w każdej próbie, a jedynie w co trzeciej,
lub co czwartej. Widzieliśmy pieski, które rozpoczynały przy
obciążeniu, które dla naszych malamutów było końcowym! Szereg
czynników składał się więc na finalne wyniki, które były naprawdę
imponujące! Najsilniejszy pies zawodów (alaskan malamute ALF Luboń
Wielki startujący w kategorii ponad 40 kg) uciągnął 3090 kg,
a najsilniejsza suka (alaskan malamute FIESTA startująca w kategorii
ponad 31 kg) uciągnęła 1830 kg. Wynik obliczany był poprzez
przeliczenie stosunku wagi uciągu do wagi psa, więc mimo, że psy
walczyły w różnych kategoriach wagowych pozwoliło to wyłonić
zwycięzców całych zawodów.
Sama dyscyplina okazała się jeszcze bardziej
fascynująca niż się spodziewaliśmy. Połączenie elementów pracy
typowo sportowej z pracą intelektualną to niewątpliwe wyzwanie dla
tych wszystkich, którzy chcą ze swoimi malamutami stworzyć prawdziwy
zespół. Widowiskowość zawodów jest ich kolejnym atutem – w
przeciwieństwie do wyścigów zaprzęgów jest tutaj również wygodne i
stacjonarne miejsce dla widzów, których obecność w każdych zawodach
sportowych jest przecież niezwykle pożądana. Stworzona w Wysokiej
fantastyczna atmosfera integracyjnego pikniku zawodników z
nowicjuszami i psów wystawowych z psami sportowymi to najlepszy
ambasador tej rodzącej się dopiero w Polsce dyscypliny. Teraz jako
„doświadczeni” zawodnicy, trenujemy w ukryciu według rad
zasłyszanych w kuluarach zawodów i czekamy niecierpliwie na
zapełnienie się kalendarza zawodów weight pulling na rok kolejny.
na
zdjęciach klubowe malamuty w akcji
|