|
Zawody dystansowe dla każdego
Jacek Szadkowski
www.huskyteam.pl
Raz, dwa, trzy, cztery... zmiana
nogi i raz, dwa, trzy, cztery... miarowo odpycham się to jedną, to
drugą nogę, regularnie przeskakując z prawej na lewą płozę. Wzrok
wbity w ziemię, dłonie mocno zaciśnięte na pałąku sań. Jeżeli
przestanę trafiać nogą w antypoślizgową podpórkę na płozie będzie to
oznaczało, że kres możliwości mojego organizmu jest blisko. Kolejny
raz będzie trzeba zweryfikować wolę ciała, które zacznie wysyłać
ostrzegawcze sygnały i które będzie starało skoncentrować siły na
elementarnych częściach organizmu, służących przeżyciu. Góra zdaje
się nie mieć końca, a ja kolejny raz dałem się nabrać i źle
oszacowałem jej wysokość. Przede mną 6 grzbietów, 6
charakterystycznie skręconych ogonów i 24 miarowo pracujące łapy.
Moc... moc, dzięki której pokonujemy kolejne przewyższenie,
niewyczerpana moc trenowanych miesiącami psów. Każdy inaczej
zbudowany, każdy z inną psychiką, a jednak razem stanowimy maszynę,
która niezmordowanie połyka kolejne kilometry trasy. Gdy osiągamy
szczyt, padam kolanami na płozy, próbuję wyrównać oddech. Po chwili
siła przyspieszenia wyrywa mi sanie z rąk. Psy już w swoim żywiole,
już galopują, już pędzimy w dół...

foto: Tobiasz Hlesinek
W wielu momentach każdego wyścigu
myślę o wielkim szczęściu, jakie daje maszerstwo. Wrażeń, jakie
towarzyszą podróżowaniu na saniach nie są się porównać z niczym
innym. Bliskość natury, obcowanie z najbardziej oddanymi
przyjaciółmi, współpraca z dzikimi przecież stworzeniami, wspaniałe
widoki, wielka praca nagrodzona satysfakcją. I zdobywanie kolejnych
celów. Lubisz wygrywać? Zapraszam zatem do grona ludzi, którzy nade
wszystko cenią sobie rywalizację z samym sobą.
W ciągu kilku ostatnich lat
spotkałem wiele osób, które wyrażały chęć rozwijania hodowli pod
kątem użytkowym (w sensie używania linii wystawowych do sportu, a
nie zmiany hodowanych linii na sportowe). W wielu przypadkach byli
to hodowcy, zatem osoby świadomie planujące rozwój swoich pasji i
myślące bardzo przyszłościowo. Nie chodzi mi o popularne
przerzucanie się z jednej rasy na drugą, „szybszą”. Żaden
racjonalnie myślący kierowca wyścigowy nie planuje bowiem zmiany
samochodu na auto innej klasy tylko dlatego, że nie może dogonić
rywala z wyższej klasy. Przecież on walczy W SWOJEJ KLASIE, tak samo
jak Ty będziesz walczył na trasie z innymi zaprzęgami o podobnej
sile uciągu. Ciebie nie interesuje to, że Pani „X’ wykręca średnią
30 km/h na górskiej trasie długości 30 km (to prawdziwe dane i mi
się włos na plecach jeży). Pomyśl sobie, w jak dobrej jesteś
sytuacji: jeżeli wyprzedzisz zaprzęgiem malamutów zaprzęg husky lub
zaprzęg alaskanów albo eurodogów, z miejsca staniesz się
„wyjadaczem”. Osoby startujące na mieszańcach będą miały poważny
problem z taką osobą, jak Ty. Dodatkowo, jako hodowca przecież na
pewno interesuje Cię to, jak w praktyce radzą sobie psy, które tak
starannie wybierasz pod kątem eksterieru. Powtarzam, że dobry pies
wystawowy (wyważone proporcje, kątowanie, stosunek masa
ciała/wysokość) to znakomity materiał na psa pracującego. Dlaczego
zatem ludzie, którzy dysponują potencjałem (psy, infrastruktura
hodowlana, środek lokomocji) nie „dopinają swojego” i nie decydują
się na starty psim zaprzęgiem? Może jest to brak zdecydowania, brak
determinacji, a może odwagi i wiary we własne możliwości?
Chciałem Wam zaprezentować sposób,
dzięki któremu w przyszłą zimę staniecie na płozach sanek i
wykrzykniecie radosne „HIKE!” do gotujących się do biegu psów. Nie
bójcie się spróbować. Warto.
W telegraficznym skrócie przedstawię
Wam do czego warto przygotować siebie i psy.
Punkt I programu to wyścig
dystansowy w Cisnej (Bieszczady, start i baza wyścigu we wsi
Przysłup). Jest to impreza nowa, ale robiona przez zawodowców w
każdym calu. Co to oznacza? Trasa jest niesamowicie bezpieczna (w
2008 jej planowany przebieg będzie doskonały dla psów silnych, nie
szybkich), organizatorzy przewidzieli „awaryjne zjazdy” dla
zaprzęgów, którym coś się przytrafiło. W praktyce można przejechać
nawet kilkanaście km trasy i wrócić bezpiecznie na stake-out.
Imprezę polecam z tego powodu, że jest dokładnie tym, co zostało
zapisane we wzorcu. Nasze psy, nawet średnio wytrenowane (treningi
co weekend powiedzmy) powinny bez żadnego problemu ten dystans
zrobić. W jakim czasie to jest inna kwestia.
Punkt II programu to coś, o czym nie
poczytacie jeszcze nigdzie: planowane jest zorganizowanie
Dystansowego Pucharu Psów Rasowych. Podpinając zaprzęg malamutów
jedziecie w klasie malamutów i nie interesuje Was to, czy na
zawodach jesteście w tej klasie sami, czy z innymi. Wyścigami
zaliczanymi do Pucharu będą wszystkie poważne imprezy dystansowe
rozegrane w Polsce. Ich ilość ostrożnie określam na 3.
W przygotowaniu psów do wyścigów
najważniejsza jest, wg mnie, szeroko pojęta regularność treningów.
Moim zdaniem jazda na sankach z nawiązką zrekompensuje Ci wczesne
wstawanie we wrześniu, mroźne treningi w grudniu czy nocne wypady
„wtłoczone” w wir codziennych obowiązków. Masz trochę czasu, do
września zmontuj ekipę psiaków, które będziesz podpinał/a. Nie
musisz mieć 8 psów. Spokojnie. Jeżeli masz 2 swoje, dogadaj się ze
znajomymi i zmontujcie czwórkę. To wystarczy. Gwarantuję, że
sensownie rozplanowany sezon zaowocuje dużą ilością chętnych, którzy
zdecydują Ci się powierzyć swoje psy. A na zawody pojedziecie razem
i będziecie mieli rewelacyjny zimowy urlop. Nie musisz też trenować
całej ekipy naraz. Ty trenuj swoje 2, znajomi niech przy rowerze
biegają ze swoimi i róbcie co pewien czas akcję pod tytułem „team
building” połączoną – czemu nie – ze spotkaniem towarzyskim lub
wypadem na wystawę.
Dla chcącego nic trudnego.
Jeszcze dwa słówka o treningu
maszera: nie powątpiewajcie w swoje siły. Kilka lat temu sprawność
mojego układu oddechowego została określona czynnikiem 60%, a
aparatura bezlitośnie określiła wiek płuc na okolice 70 lat. Dziś
(dosłownie) robiłem kolejne badania, w których sprawność określona
została liczbą 110%. Zatem let’s rock, co nas nie złamie to nas
wzmocni.

foto: Tobiasz Hlesinek
Primo, słów kilka o pieniądzach
Nie ma sensu owijać w bawełnę: aby
startować zaprzęgiem musisz dysponować pewnymi środkami finansowymi.
Sport ten nie jest tak drogi jak windsurfing, jazda konna czy
paralotniarstwo, jednak na liście zajęć, które pochłaniają najwięcej
środków z pewnością psie zaprzęgi sytuują się wyżej od canicrossu,
jazdy na rowerze czy wspinaczki skałkowej. Jeden powie „mnie na to
nie stać”, drugi zacznie się rozglądać za możliwością pozyskania
dodatkowych środków. Jeśli należysz do grupy drugiej, oszacuj
realnie możliwości, zrób kosztorys. Pamiętaj, że nic nie jest
wieczne. Samochód trzeba wymienić, wózek zajeździsz, pracę możesz
stracić, sanie się połamią, ale ZAWSZE musisz mieć środki na
funkcjonowanie psów (jedzenie plus opieka medyczna). To istoty żywe
i ich potrzeby są na drugim miejscu, zaraz po ludzkich. Jeżeli w tym
momencie przemknęło Ci przez myśl, że stado utrzyma się ze sprzedaży
szczeniaków, zdecydowanie polecam wywieszenie na furtce tabliczki
„Handel psami”. Nie sądzę natomiast, żebyśmy się kiedykolwiek
spotkali na zawodach.
Przechodząc do konkretów: aby
racjonalnie trenować 1-3 psy husky lub 1-2 malamuty , wystarczy Ci
rower (koszty znacie). Do treningu 3-6 psów husky lub 2-4 malamutów
potrzebna Ci już 3-kółka - z dobrymi hamulcami i porządną, stalową
broną (nowy kosztuje około 1500 zł + przeróbki, używany to wydatek
rzędu 600-1000 zł). Do treningu większej psów powinieneś mieć quada
lub wózek czterokołowy o masie przynajmniej 100-150 kg (koszt od
2500 zł w górę). Wyjazd na zawody w Polsce to koszt rzędu 500-800 zł
(paliwo+nocleg+jedzenie).
Secundo, inwestujemy
Okres czerwiec-wrzesień to czas na
skompletowanie ekwipunku. Okres sprzyja poszukiwaniom używanego
sprzętu, którego pozbywają się zawodnicy po sezonie. Jest to czas na
tyle długi, że z powodzeniem można zbudować coś własnego, albo kupić
okazyjnie sprzęt wymagający napraw lub wzmocnienia. Twój „deadline”
to 1 września. Do tego czasu musisz mieć przygotowany wózek/rower,
linę na planowaną ilość psów, amortyzator, linę awaryjną, linę do
wiązania wózka na starcie, przyczepę w przypadku, gdy na trening
musisz dojeżdżać. Nie zapomnij o obrożach i stake-oucie. Przypomnę,
że wiosna i lato to czas, w którym najtaniej można kupić zimowe
opony do auta i łańcuchy. Sprzedający popuka się w głowę, ale Ty
wiesz, czego chcesz! Koła przyczepy od razy otul zimówkami.
Tercio, pracujemy
1 września to dzień, w którym kończy
się urlop Twoich psiaków. Postępuj zgodnie z poniższym schematem, a
wszystko powinno być dobrze. Treningi przeprowadzaj wg schematu 2
dni treningu/2 dni odpoczynku, jeżeli będzie dobrze to nawet 2 dni
treningu/1 dzień odpoczynku, zawsze drugi dzień lżejszy od
pierwszego. Na każdy trening zabieraj smakołyki, obowiązkowo, choćby
się waliło i paliło, zakończ każdy trening wesołym akcentem i chwilą
pochwały każdego psa z osobna. Do każdego treningu stosownie się
ubierz, to ma być przyjemność, nie gehenna.
1/09-15/09
Rozbiegówka. Wstajesz o chorej
godzinie, żeby załapać się na „poranną bryzę” i jedziesz z psami
kilka km. Dla zabawy i nic poza tym. Chwal, nagradzaj, pamiętaj, że
Twoje psy są mądre i musisz je pozytywnie zmotywować, żeby im się
chciało biec. WAŻNE: wykaż anielską cierpliwość, nie denerwuj się!
Normalką jest, że początkujące psy będą się plątały, będą szły „noga
za nogą”, będą błędnie wykonywały komendy.
15/09 – 01/10
Robisz po kilkanaście km, zwiększasz
obciążenie tak, aby wychodziło około 30-40 kg/psa (dla huskich
zarzucam mniej, ale Wy możecie śmiało przyjąć taką wartość, Wasze
psy są silniejsze). Teren płaski lub lekko pofalowany. Tempo będzie
wolne, ale nie ma się co dziwić, bo ani temperatury jeszcze nie
niskie, ani nie ma jeszcze „rozbuchanych” psów.
01/10 – 01/11
Przy stałym obciążeniu zwiększasz
stopniowo dystans. W dniu zawodów będziesz musiał/a docelowo
przebiec 30-50 km. Na treningach zalecane jest wykonywanie około
70-80% dystansu, zatem im szybciej dojdziesz do robienia 20-30 km,
tym lepiej. Skok w długości treningu rób wtedy, gdy zauważysz wzrost
tempa na danym dystansie. Choćby nie wiem co, pamiętaj o motywacji
psów – rasowe szpice są bardzo wyczulone na atmosferę i nastrój
maszera. Nie zniechęcaj się wolnym tempem, może to kwestia
temperatury (najczęściej, zaufaj mi na ślepo), żywienia, wilgotności
powietrza, kiepsko przespanej nocy albo ciężkiego powietrza. Co
kilka treningów polecam robić sprint na pusto – psy muszą umieć
galopować na komendę i muszą wiedzieć, jak pracować zespołem pod
górę i w dół.
01/11 – 01/12
Przedostatni miesiąc przed zawodami.
Psy mają już dobrze wyrobioną masę mięśniową, temperatury są coraz
niższe. Teraz czas na popracowanie nad prędkością psów. Teoretycznie
nic prostszego: stopniowo zmniejszaj obciążenie i poganiaj psiaki do
szybszej pracy. Temperatury już niskie, wydajność kudłaczy wyraźnie
uzależniona od warunków. Raz jeszcze powtarzam – nie wolno Ci karcić
psów za nieodpowiednie tempo czy małe poświęcenie. Pomyśl w domu,
jak naprawić ewentualne błędy i postaraj się wdrożyć pomysły na
kolejnym treningu. Nie zdziw się, że Twoje psy zaczną przeganiać
inne na wystawowym ringu. Masz już maszyny, doskonale zgrane i
pracujące wydajniej od tych, które życie spędzają w kojcach.
01/12 – 01/01
Ostatni miesiąc przed zawodami
pożytkuj na doskonalenie tempa. Nie rezygnuj z dociążania
wózka/sanek, jednak obciążenie powinno być symboliczne. Ot tyle,
żeby psom jeszcze móc odjąć „deczko” na zawodach. Cholernie dbaj o
kondycję łap i broń Boże nie dopuść do przetrenowania. Teraz, mając
na oku zawody i konkretną ich datę rób tak, aby psom odpuścić po
mału treningi. Im dłużej pracowałeś/aś na ich formą, tym ta forma
dłużej się utrzyma. A na linii startu psy muszą mieć doskonałą formę
i lekki niedosyt biegu.
Styczeń
Zanim staniesz na linii startu,
dokładnie rozplanuj wyjazd. Przygotuj sprzęt, kwatery, umów się z
kimś, kto będzie jechał na zawody z Twojego regionu. Masz wszystko
przygotowane? Oprócz książeczek zdrowia, rodowodów, lin, sań,
uprzęży, obroży, smyczy, misek, jedzenia, wody, smaru, kotwicy,
kuchenki gazowej, 3 par rękawic i tysiąca innych rzeczy nie zapomnij
zabrać potężnej dawki optymizmu. Jeżeli wdrażając powyższy (ogólny)
program treningowy nie chodziłeś na skróty to ręczę, że Twoje psy
bez większego problemu pokonają kondycyjnie trasę zawodów. Czas na
nagrodę za wykonaną pracę, zatem stawaj na sanki, podjeżdżaj na
linię startu i czekaj, aż sędzia wypowie sakramentalne „3...2...1...
GO!”.

foto: Tobiasz Hlesinek
Zobacz także
|